wtorek, 30 czerwca 2015

O szkole znowu - tym razem medialnie


Z dzisiejszej Nowej Trybuny Opolskiej.
Poniżej tekst we fragmentach, żeby łatwiej Wam było przeczytać.








11 komentarzy:

  1. Super. :-) powodzenia i całuski dla Franka

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę powodzenia w realizacji projektu! Jestem pewna, że się uda :)
    Z drugiej strony zastanawiam się, jak w takiej szkole są w stanie poradzić sobie uczniowie z autyzmem i zespołem Aspergera (paradoksalnie nie myślę tu o Franiu, bo mam przekonanie że Franio poradzi sobie świetnie). Dlaczego? Po swoim dziecku widzę, że woli mieć określone ramy czasowe. Trudniej wydobyć z niego naturalną dla innych dzieci ciekawość świata. Jeśli nie ma powiedziane z góry, co ma zrobić krok po kroku, to się pogubi. I można by powiedzieć, że trzeba w dziecku obudzić tą inwencję i ciekawość świata, ale z drugiej strony, jak coś dla kogoś nie jest naturalne - tu myślę o swobodzie w zdobywaniu wiedzy przez doświadczenie a nie z książek - to się z tym po prostu męczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa edukacja, ciekawa filozofia samej szkoły. Mieszkam w Krakowie i wiem, że taka szkoła istnieje w naszym mieście niecały rok. Założenia edukacyjne wydają się bardzo ciekawe i mądre bo oparte na samorealizacji w miarę poznawania. Jestem bardzo ciekawa czy taki system nauczania sprawdzi się kiedyś. Mam wielką nadzieję że tak i życzę tego serdecznie Frankowi i wszystkim dzieciakom które znajdą się w takiej placówce.
    Anna Elżbieta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie w Krakowie jest taka szkoła?

      Usuń
  4. Trzymam kciuki, kochana - bo warto!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kilka tygodni temu, luźno rozmawialiśmy sobie z facetem o przedszkolach i szkołach właśnie. Że teraz są takie miejsca, gdzie dzieci idą swoim indywidualnym tokiem, że fajnie, że super, że za naszych czasów nie było. Po czym doszliśmy do smutnego wniosku - można wysłać dzieciaka do takiego przedszkola, szkoły jednej czy drugiej, ale... ale w pewnym momencie jest zderzenie ze ścianą. Zawsze na którymś etapie edukacji dzieciak wpadnie w system. I jest szok. I pojawia się pytanie, czy warto zdrowe dziecko wpuścić w wyidealizowany świat edukacji, po to, żeby prędzej czy później zderzyło się z betonem "zwykłej' edukacji. Także mi się wydaje, że to jest świetne miejsce dla dzieci jak Franek, ale niekoniecznie dla dzieci, które są w stanie chodzić do zwykłych szkół. Bo co dalej? Tworzenie własnego gimnazjum, liceum, uczelni? Czy może stwierdzić, że zawsze to kilka fajnych lat, a potem jakoś da się przemęczyć?
    em.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em, doskonale rozumiem Twoje wątpliwości.
      Całe szczęście powstają już tego typu gimnazja i licea - to raz (w Opolu w tym roku miało zostać otwarte gimnazjum z podobnymi założeniami, ale otwarcie zostało odłożone na następny rok). Dwa - chodzi o właściwe ukształtowanie w dziecku podejścia do nauki, o to by już na starcie nie zabić w nich ciekawości i otwartości na świat.
      Nikt z nas dziś nie wie, czy dla dzieciaków z naszej szkoły znajdzie się podobne gimnazjum, potem liceum, ale kto wie? Trzeba coś robić i próbować zmieniać rzeczywistość.
      Pozdrowienia :)

      Usuń
    2. Ano... czasami człowiek serio się zastanawia, jak dana szkoła tak na prawdę wpływa na dorosłe losy człowieka, a ile to zasługa czynników niezwiązanych ze szkołą. I czy super-hiper prywatne szkoły, zajęcia dodatkowe takie i owakie mają jakieś przełożenie w przyszłości. Ot, szał obecnych, pędzących czasów. Dobrze, że wiele się zmienia. Dobrze, że jest coraz większy wybór nie tylko w wielkich miastach. Tylko ktoś tego wyboru musi dokonać ;)
      em.

      Usuń
  6. Jestem dziwnym rocznikiem ;)
    w mojej karierze edukacyjnej, w klasach 1-3 zaliczyłam wszystkie możliwe zmiany, eksperymenty, próby MEN:
    -był czas normalny: dzwonki, 45 minut, plan lekcji, normalne oceny,
    -był czas bez dzwonków na przerwę i bez ustalonej godziny lekcyjnej,
    -był okres braku planu lekcji
    -był okres braku ocen i zamiast tego pieczątek (wspaniale, jestem dumna, bardzo dobrze, ale super itp)
    -był etap braku ocen i oceniania w skali od A do F
    ....
    nie wiem czy to wszystko, ale pamiętam jedno, przeniesienie do większej szkoły do klas 4-6, gdzie nikt się z nami nie patyczkował.
    Biegające po korytarzu dzieci, bardzo dużo dzieci bo przecież każdy ma przerwę w tym samym czasie, ogromny hałas, krzyk, wrzask, chodzenie od sali do sali z ciężkim plecakiem, normalne oceny i konsekwencje tych ocen (bo inaczej odbierasz pieczątkę a inaczej jedynkę albo piątkę).
    I pamiętam mojego kolegę, który był przerażony tą sytuacją. przez pierwszy miesiąc cały czas płakał (chłopiec w czwartej klasie, wiec już nie jakiś maluch) bo nie potrafił przystosować się do tej sytuacji.

    Na podstawie tego "doświadczenia" wydaje mi się, że edukacja, która rozpocznie się w szkole tak przyjaznej i z takimi zasadami jak Wasza placówka, musi być kontynuowana w takim samym miejscu. Bo przeskoki są trudne, a realia w polskich szkołach mogą być przerażające dla malucha czy starszaka, który nie ma z tym styczności

    Bardzo mocno trzymam kciuki za ten projekt i z zapartym tchem śledzę losy Frania :) to mój pierwszy wpis tutaj, ale cichym podglądaczem jestem już od dawna

    PS jak się miewa Natka? Pozdrowienia dla niej :)

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  7. Obiecuję odpisać na wszystkie maile i komentarze pod koniec miesiąca. Teraz jestem na dwutygodniowym szkoleniu i muszę się pilnie uczyć ;-)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Anonimowy Gościu,
bardzo proszę, podpisz swój komentarz swoim imieniem, aby łatwiej było mi na niego odpowiedzieć.
Dziękuję