czwartek, 16 sierpnia 2018

Światy równoległe i...ogłoszenie o pracę

Czytając informacje MEN i słuchając ministerialnych urzędników mam wrażenie, że żyjemy w światach równoległych. My, to znaczy rodzice uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi (przynajmniej ci, z którymi ja mam kontakt - w końcu nie mam legitymacji by wypowiadać się w imieniu wszystkich). Ze strony ministerialnej słyszymy, że jest dobrze, przepisy są świetne, gwarantują naszym dzieciom wszystko, czego im potrzeba, że MEN służy radą i wspiera i że edukacja włączająca bardzo leży ministerstwu na sercu. W naszym, rodzicielsko-uczniowskim świecie, jakoś tak się składa, że różowo nie jest. Dlaczego więc jest tak źle skoro jest tak dobrze?


Przepisy są faktycznie nienajgorsze. Należałoby w nich bezwzględnie poprawić kilka zapisów uwzględniając głosy środowiska i realia, ale generalnie przyznać trzeba, że jako pewien konstrukt złe nie są. Problem w tym, że ów konstrukt nie przystaje do rzeczywistości. Mogłabym się tu teraz rozwodzić nad wieloma kwestiami, ale szczerze powiedziawszy nie mam już na to siły i czasu. Napiszę tu o kilku najważniejszych kwestiach (pomijając kwestię nauczania indywidualnego, na temat którego kilkuktornie się już tutaj wypowiadałam).
Zacznę od rzeczy najważniejszej - co po zapisie o indywidualizacji procesu kształcenia uczniów skoro w szkołach podstawowych brakuje sal do zajęć indywidualnych i zajęć w małych grupach (pamiętajcie, że w zreformowanych podstawówkach zostają klasy 7 i 8). Jednej z moich znajomych, mamie Kuby i Grzesia, pani urzędniczka z MEN poradziła, aby klasy 7 i 8 w szkole jej dzieci miały raz czy dwa razy w tygodniu łączone lekcje, wtedy znajdzie sie sala na zajęcia rewalidacyjne jej dziecka. Złota rada doprawdy! Ta sama mama pytając, co zrobić z faktem, że szkoła nie jest w stanie zapewnić jej dziecku zajęć z SI, do czego jest zobligowana orzeczeniem, usłyszała od urzędniczki ministerialnej, aby opłacała te zajęcia prywatnie. A to przecież m.in. ponoć dlatego została zmieniona ustawa o finansowaniu zadań oświatowych uniemożliwiająca od 1.09 br. finansowanie zajęć specjalistycznych poza placówką edukacyjną lub zatrudnianie do tego celu specjalistów na umowy zlecenia, aby szkoły/przedszkola zapewniły uczniom realizację wszystkich zaleceń z orzeczeń na miejscu w placówce edukacyjnej (o tym problemie rozpisują się media). A kolejki w poradniach psychologiczno-pedagogicznych? W rodzinie mam przypadek następujący: rodzice złożyli do ppp wniosek o wydanie dziecku opinii w styczniu br., do dziś dziecku nie wyznaczono terminu badania (!). W PPP wyjaśniono rodzicom, że takie są kolejki (i faktycznie są). Pedagog szkolna poradziła rodzicom, aby przebadali dziecko prywatnie, z wynikiem diagnozy poszli także prywatnie do psychiatry, aby ten ową diagnozę potwierdził - to powinno przyspieszyć proces wydania opinii dziecku. 
Takich przypadków są setki w całym kraju. Regularnie otrzymuję od znajomych rodziców prośby o rady poparte argumentem - bo ty wiesz, bo ty masz siłę, by walczyć. Otóż chciałam publicznie wyznać, że sama już nic nie wiem. I nie mam już siły walczyć. Poważnie. Jak tlenu potrzebujemy normalności i stanu niewalczenia, niewydzierania z edukacyjnego gardła tego, co Frankowi potrzebne.
Za nami kilka bardzo trudnych miesięcy, w ciągu których przeżyliśmy sinusoidę emocjonalną. Choć sinusoida to chyba złe określenie - była to raczej odwrócona krzywa Gaussa, której szczyt otarł się o emocjonalny Rów Mariański. (Prawdę mówiąc, nie wiem, czy krzywa Gaussa da sie odwrócić - ale inne bardziej wizualne porównanie nie przychodzi mi w tej chwili do głowy). Wspominałam już tutaj, że Frankowski przeszedł załamanie zdrowotne, nie pisałam jednak, że wskutek tego pod koniec lutego wylądował w domu na nauczaniu indywidualnym. To był koszmarnie trudny czas dla nas - raz, obciążenie związane z jego stanem zdrowia, dwa to jego ogromna samotność. Tak samotnego dziecka nie mieliśmy w domu jeszcze nigdy. Trzy - nasze zmęczenie przede wszystkim psychiczne związane z koniecznością stałej opieki nad Frankowskim. Powiedzieliśmy sobie, że musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby nigdy więcej nasza rodzina nie znalazła się w takiej sytuacji i aby Frankowski nie wylądował w domu na NI. Oczywiście na wszystko wpływu nie mamy, ale na to, na co mamy, będziemy starali się zmieniać mając za sobą tak trudne doświadczenie. Owo nauczanie w domu było dlatego też takie trudne, że kilka lat naprawdę ciężko pracowaliśmy nad tym, aby dom był domem a nie miejscem nauki. I myślę, że nam się to udało. Rozważając wszystkie za i przeciw, to, co się z Frankiem wydarzyło, konsultując sprawę ze specjalistami i lekarzami opiekującymi się naszym chłopakiem, postanowiliśmy zmienić naszemu chłopakowi szkołę. Ponieważ w maju zmieniliśmy miejsce zamieszkania (przeprowadzki to chyba stały element naszego życia), wpadliśmy w nowy rejon. Udałam się więc na rozmowę z dyrekcją rejonowej podstawówki. Tu, mimo najszczerszych chęci ze strony dyrekcji, już na wstępie zderzyliśmy się z problemem nie do przeskoczenia - w szkole nie ma metra kwadratowego wolnego na wydzielenie pomieszczenia do zajęć indywidualnych dla naszego chłopaka. Byłam także w kuratorium, w poradni - wszędzie rozmawiałam, pytałam, poszukiwałam rozwiązań. Nie będę opisywała wszystkich rozmów, jakie w tamtym czasie przeprowadziłam / przeprowadziliśmy, naszych rozterek i nerwów, bo nocy by mi nie starczyło. Dość powiedzieć, że  w końcu podjęliśmy decyzję. Wierzymy, że najlepszą dla naszego chłopaka - przenosimy Frankowskiego do edukacji domowej.
Nie ma we mnie już wiary w to, że edukacja w szkole systemowej zapewni mojemu dziecku wszystko, czego mu potrzeba a Frankowski podoła realiom - fizycznie i emocjonalnie. Jest za to ogromne zmęczenie i marzenie, aby edukacja nam dziecka nie zniszczyła. Stąd decyzja taka a nie inna.
Ktoś mógłby zapytać: pani entuzjastko edukacji włączającej - a co z włączaniem? Będzie włączanie, gwarantuję. Wszystko opiszę na spokojnie w pierwszych dniach września po powrocie z bieszczadzkiego resetu. Teraz jesteśmy już w trakcie pakowania, kwestię edukacji domowej dopięłam dosłownie dwa dni temu, stąd ten wpis taki w biegu czyniony. 
Jest jednak jeszcze jedna szalenie ważna kwestia, która nam spokoju nie daje - 
poszukujemy pedagoga, który chciałby pracować z dziewięciolatkiem z bardzo specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w edukacji domowej.  
Jeśli znacie (lub sami tacy jesteście) człowieka 
- pełnego entuzjazmu,
- wrażliwego, 
- umiejącego wyznaczać granice,
- dla którego najważniejsza jest relacja z dzieckiem, sfera emocjonalna dziecka, 
- człowieka chcącego stale się dokształcać i iść ścieżką kreatywnego uczenia się i przy tym 
- poszukującego ciekawej pracy, 
dajcie znać. 
Zatrudnienie na umowę o pracę w Opolu oczywiście. Wszystkie informacje podam po kontakcie mailowym (kossowska.a@gmail.com) lub w wiadomości prywatnej na moim prywatnym profilu na FB. 
Ze względu na wyjazd w bieszczadzką głuszę i problemy z zasięgiem proszę nie pisać na skrzynkę Frankową. 
Mamy dwa tygodnie na dopięcie wszystkiego. To już ostatnia prosta - nie może się nie udać.

9 komentarzy:

  1. Do tych samych wniosków doszłam rok temu i decyzja o ED była najlepszym co mogło się zdarzyć Mateo. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszko życzę Wam powodzenia, myślę, że dla Franka to najlepsza decyzja. Franiowi życzę, jak najpiękniejszego odpoczynku i zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za znalezienie właściwej osoby!!

    OdpowiedzUsuń
  4. System przegrał z Wami.Smutne. Ściskam.Daj znać gdzie teraz mieszkacie, roześlę wici. Całuję Was w nochale a Frankowi "5".

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam, ale Bieszczady zawładnęły nami całkowicie :)
    Dziś dostałam potwierdzenie - mamy (doświadczonego bardzo!) pedagoga dla Franka!
    We wtorek, niestandardowo, rozpoczęcie roku szkolnego! Wchodzimy w niego pełni nadziei, że tym razem naprawdę będzie dobrze..

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozdrawiam serdecznie,dobrego roku życzę pa swojaczka

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam, może głupie pytanie, ale czy Franek w ED też nie bedzie czuł się samotny? Przecież edukacja domowa to lakcje w domu jeden na jeden z nauczycielem. Czuy ED daje codzienny kontakt z rówieśnikami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w ogóle nie jest głupie pytanie - wręcz przeciwnie.
      Własnie siadam do wpisu, w którym wyjaśnię, jak to będzie funkcjonowało :)

      Usuń

Drogi Anonimowy Gościu,
bardzo proszę, podpisz swój komentarz swoim imieniem, aby łatwiej było mi na niego odpowiedzieć.
Dziękuję