wtorek, 4 września 2018

Frankowa kręta droga do edukacji domowej

4 IX - początek roku szkolnego w Extra Klasie w Opolu.
Franek, ozobot i ozobotowa ścieżka wyrysowana przez Franka.
Widzicie ile tu symboliki? Ścieżka ozobota wyglada dokładnie tak samo jak scieżka edukacyjna naszego chłopaka
























Pod koniec minionego roku szkolnego wiedzieliśmy już po rozmowach ze specjalistami - terapeutami, lekarzami Franka, z poradnią psych-ped, że dla naszego chłopaka na tamten czas najlepszym rozwiązaniem będzie kontynuowanie nauki w ramach nauczania indywidualnego lub ścieżek kombinowanych o NI się ocierających (wybaczcie to określenie, ale lepsze nie przychodzi mi do głowy). 
NI, jak wiecie, od tego roku szkolnego zgodnie z nowymi przepisami może się odbywać tylko  w domu ucznia. Mieliśmy cztery miesiące NI Franka za sobą  i wiedzieliśmy, że było to dla niego i dla nas koszmarne rozwiązanie (pisałam o tym w poprzednim wpisie). Zastanawialiśmy się więc jak obejść zamknięcie Frankowskiego na kolejne miesiące w domu. Jednym z pomysłów było napisanie prośby do organu prowadzącego o wyrażenie zgody na NI na terenie szkoły. Argument - miałby to być etap przejściowy pomiędzy NI w domu a powrotem na zajęcia z grupą klasową do szkoły, gdy stan zdrowia dziecka na to pozwoli (bo i tak w rzeczywistości było). 
Tu jednak problemy były dwa: 
1. czy OP w ogóle wyrazi zgodę,
2. w szkole nie było miejsca na zajęcia indywidualne (za mało pomieszczeń klasowych - klasy 7 i 8 gdzieś się uczyć muszą), więc Franko mógłby mieć takie zajęcia w szkole, ale tylko na drugą zmianę. 
Zajęcia na druga zmianę to najgorszy z możliwych pomysłów. Około godziny 15 poziom koncentracji Franka zaczyna gwałtownie szybować w kierunku poziomu zerowego, na co mają wpływ leki, kiepsko przesypiane noce i przede wszystkim sama istota jego niepełnosprawności. 
Pomysł kolejny był następujący: aby zapewnić naszemu chłopakowi maksymalne zindywidualizowanie zajęć szkoła mogłaby wnioskować o utworzenie klasy specjalnej, gdyby do tego opracować eksperyment pedagogogiczny, którego celem byłoby baaardzo powolne włączanie dziecka do grupy rówieśniczej. Tu pojawiły się trzy problemy (a może i cztery, bo ów eksperyment trzeba opracować, zaś czas składania w MEN eksperymentów pedagogicznych jest bodaj do maja): 
1. teoretycznie utworzenie klasy jednoosobowej jest możliwe, ale może natrafić na opór ze strony OP, lepiej gdyby oprócz Franka być jeszcze choc jeden uczeń, nie wiedzieliśmy jednak skąd mielibyśmy go wziąć;
2. zajęcia na drugą zmianę (j.w.) - już wyobrażam sobie Franka uczącego się od godz 13 czy 14 - 17/18. Tak naprawdę ta kwestia przekreśliła ten pomysł; 
3. nauczyciel w podwójnymi kwalifikacjami (nauczanie wczesnoszkolne + surdo/oligo/praca z dzieckiem z autyzmem) - znalezienie takiego specjalisty w tak krótkim czasie graniczyło z cudem. 
Generalnie więc wszystkie trzy pomysły (NI w domu, NI w szkole, klasa specjalna w szkole rejonowej) wydawały się być kolosami na glinianych nogach. Byłam już bliska osiwienia, gdy pojawia się informacja o tworzącej się w Opolu szkole dla dzieci w edukacji domowej.  
Myśląc dawno temu o przyszłej edukacji Franka rozważałam edukację domową. Do tematu podchodziłam jednak jak do jeża. Z kilku powodów:
1. Ta forma zakłada, że to rodzice sa odpowiedzialni za edukację swoich dzieci - ja jednak nie nadaję się na nauczycielkę  własnych dzieci.
2. Pod koniec roku szkolnego dzieci mają testy w szkole macierzystej, podczas których sprawdzana jest ich wiedza. Taka forma oceniania dzieci wydawała mi się bardzo stresująca. 
3. Obawiałam się, że ed odetnie Franka od rówieśników. Ok, wiem, dzieci spotykają się w ramach ed, ale nie oszukujmy się - przy obciążeniach Frankowskiego byłoby to zdecydowanie większym wyzwaniem. Franek nade wszystko potrzebuje stałości, porządku, uporządkowanego rytmu dnia, by czuć się bezpiecznie. 
4. ED jawiła mi się także jako ogromne obciążenie nas, rodziców. Jakkolwiek to zabrzmi i może ktoś się nawet na te słowa obruszy, ale my potrzebujemy oddechu od Franka - jest on mocno absorbującym młodym kawalerem a my zwyczajnymi rodzicami, którzy od swoich kochanych dzieci od czasu do czasu chcą odpocząć. 
(Może te moje obiekcje kogoś oburzą, ale piszę szczerze o własnych obawach).
Szkoła dla dzieci w ed niemal wszystkie z moich obiekcji załatwiała. Tu Franko miałby przecież grupę rówieśników, z którymi mógłby się regularnie spotykać, miałby nauczycieli i edukatorów prowadzących z nim zajęcia, także my rodzice zostalibyśmy odciążeni.
Pozostawała kwestia egzaminów końcowych.
W drugiej połowie czerwca spotkałam się baaardzo późnym wieczorem (jak w mrocznym filmie akcji) z inicjatorką założenia szkoły. Usłyszałam jak mają pracować nauczyciele, jakie są założenia szkoły i...przepadłam z kretesem. Wiedziałam, że tylko taka forma nauki może uratować Frankowskiego przed NI a nas przed zakładem psychiatrycznym.


Zaczęło się poszukiwanie lokalu na szkołę, kadry, szkoły macierzystej (dziecko w ed nie może być zawieszone w próżni, musi podlegać pod szkołę, która na koniec roku szkolnego weryfikuje jego postępy w nauce) - to wszystko wzięła na siebie twórczyni szkoły, p. Katarzyna Trojańska. My musieliśmy wystąpić do ppp o opinię w celu przeniesienia Franka do ed. I tu na marginesie ciekawostka - nawet jeśli opinia jest negatywna, to...nie jest ona obowiązująca. Rodzic i tak ma prawo do przeniesienia dziecka do ed. Opinia ppp dla Franka była jednak  pozytywna. 
Nie będę opisywała wszystkich "przygód" związanych z założeniem szkoły, wspomnę może tylko o jednej, która moooocno podniosła mi ciśnienie tydzień przed końcem wakacji - szkoła opolska, która miała zostać szkołą macierzystą, wycofała się z tego zadania. Usłyszeliśmy, że dzieci zdrowe to i owszem, ale te z orzeczeniami już niekoniecznie, bo szkoła ... obawia się nowych przepisów. Więc wyobraźcie sobie - w bieszczadzkiej głuszy, tracąc zasięg co chwilę, staraliśmy się jakoś ogarnąć tę sytuację. Udało się. Gdybyśmy jednak nie mieli atomowego wsparcia p. Kasi, w życiu byśmy sobie z tym nie poradzili. Wszystko na ostatni gwizdek, łącznie z tym, że potwierdzenie od pedagoga, który miałby pracować z Frankowskim, otrzymaliśmy w minioną niedzielę. Ale najważniejsze, że fajny człowiek (i bardzo doświadczony specjalista) będzie pracował z naszym chłopakiem. Obłęd do sześcianu.
Jak więc będzie wyglądała edukacja domowa Franka?
Będzie on chodził do szkoły (Extra Klasa Opole), do której obecnie zapisanych jest bodajże 15 dzieci. Są to dwie grupy - klasa 1-3 i 4-6. W grupie Franka jest siedmioro dzieci, Franek jako dziecko ze spe ma swojego pedagoga, który z nim pracuje i wspiera go. Nasz chłopak nie jest jedynym dzieckiem z niepełnosprawnościami w szkole (to odpowiedź na pytania o edukację włączającą). Z dzieciakami z grupy Franka pracować będzie nauczycielka, która jest także psychologiem. Szkoła będzie otwarta w godzinach 7.30-16.00. Dzieci zajęcia edukacyjne rozpoczynają o godz 8.30 (wcześniej są zabawy swobodne) wspólnym śniadaniem, które w założeniu twa do godz 9.00. Nie ma jednak sztywnych ram - jeśli na przykład podczas śniadania wywiąże się ciekawa dyskusja, wówczas może ono twać i godzinę. Po śniadaniu zaczynają się zajęcia edukacyjne. O 11.45 dzieci rozpoczynają warsztat kulinarny - mają godzinę na ugotowanie obiadu, który następnie wspólnie spożywają. To może wydać się banalny pomysł, ale wiecie ile podczas wspólnego gotowania dzieje się rzeczy wartościowych edukacyjnie? Planowanie, odmierzanie, przyrządzanie, o wartości wspólnego spożywania własnoręcznie przygotowanego posiłku nie wspomnę. 
Po obiedzie grupa młodsza ma już wolne - jest to czas zabaw swobodnych, uczniowie z grupy starszej będą mieli jeszcze zajęcia z...podróżowania (geografia + historia + wszystkoinne). Młodsi uczniowie oczywiście mogą dołączyć do zajęć.  
Szkoła składa się obecnie z trzech pomieszczeń i łazienki (dwa dla dwóch grup, w tym kuchni + jedno do pracy indywidualnej w razie potrzeby), w planach jest wydzierżawienie jeszcze dwóch pomieszczeń. To jednak powoli - dopiero wczoraj zakończył się remont tych trzech. 
Co ważne, szkoła bardzo stawia na rozwój nauczycieli i edukatorów. Już w najbliższy weekend rozpocznie się szkolenie z glottodydaktyki prowadzone przez jej twórcę, wybitnego polskiego językoznwcę, prof. Bronisława Rocławskiego. Extra Klasa jest pierwszą w Polsce digi szkołą dla dzieci w ed. To własnie dlatego (jesli ktoś z Was podglądał dzisiejsze zdjęcia z rozpoczęcia roku szkolnego na profilu Franka na FB) dzieciaki uczyły się bawiąc się ozobotami. Dzieci będą pracowały na tabletach przeznaczonych specjalnie do celów edukacyjnych - to na tablecie Franko będzie się uczył pisać piórkiem zamiast żmudnych ćwiczeń w trzech liniach, przez które w ubiegłym roku nasz chłopak mocno znienawidził wszelką aktywność kreślarską.

Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszymy, że Extra Klasa powstała w Opolu. Jesteśmy pełni nadziei, że będzie to zupełnie inna jakość edukacji dla naszego chłopaka. 


...
Recepta na szkołę dla dzieci w ed:
- morze entuzjazmu i wiary w powodzenie przedsięwzięcia,
- ludzie przekonani do idei,
- człowiek trzymający ster i dbający o jakość edukacji (niski pokłon dla działań naszej p. Kasi),
- zaangażowani nauczyciele, edukatorzy i rodzice,
- szkoła macierzysta - najlepiej taka, która ma doświadczenie w ed (pomoc dla uczniów choćby w przygotowaniu do egzaminu na koniec roku) i która będzie uczciwie przekazywała subwencję na dzieci,
- odpowiedni lokal,
- opinie dla dzieci wydane przez ppp.
(Przydałby się jeszcze przychylny wydział oświaty, ale..z nieprzychylnym też da radę).

...
Rozważając założenie szkoły dla dzieci w ed trzeba wziąć pod uwagę fakt, że zgodnie z nową ustawą o finansowaniu zadań oświatowych od 1.09 br z subwencji nie można pokrywać kosztów administracyjnych. Tę część rodzice muszą sami opłacić (w naszym przypadku jest to 330 zł/miesiąc). 




Skróty:
ed - edukacja domowa
OP - organ prowadzący
NI - nauczanie indywidualne
ppp - poradnia psychologiczno-pedagogiczna
spe - specjalne potrzeby edukacyjne





4 komentarze:

  1. Edukacja domowa to moim zdaniem najlepsze z rozwiązań, a niektóre problemy czy kwestie można dodatkowo obgadać i dojść do porozumienia już z samym nauczycielem, bez wtrącania w to szkoły ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Pawle, jak dobrze, że Pan o tym napisał - to jest kwestia, której nie brałam pod uwagę! Ta wolność zaskakuje mnie - ale jakże pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ależ się cieszę Agnieszko!
    pozdrawiam serdecznie
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
  4. Da sobie radę. To silny chłopak :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Anonimowy Gościu,
bardzo proszę, podpisz swój komentarz swoim imieniem, aby łatwiej było mi na niego odpowiedzieć.
Dziękuję