piątek, 7 grudnia 2018

Koniec i początek

Nie było na tym blogu jeszcze takiego wpisu - dojrzewającego w mojej głowie od miesiąca i - w zależności od mego stanu emocjonanalnego - przybierającego formę od tej dalece niecenzuralnej, i stąd nienadającej się do publikacji, po - nie chce mi się o tym pisać (bo siły brak i sensu nie widzę). Miesiąc minął i chyba osiągnęłam stan środka. Postaram się być maksymalnie dyplomatyczna i rozważna i popełnić tekst będacy kompromisem między stekiem "szanownych pań" a zdawkową informacją.

To już jest koniec
1 listopada przestała istnieć Extra Klasa Opole (oddychajcie, jako i my oddychać musieliśmy). Około godziny 10  wszyscy rodzice otrzymali wiadomość na WhatsAppie od właścicielki EK informujący nas, że ... to już jest koniec. Jeśli ktoś z Was pomyślał teraz "o kurrrrrrka" (i żeby tylko kurka to była) - to się nie dziwię. Przez nasze głowy przechodziły zdecydowanie mniej cenzuralne komunikaty. A jeśli pomyśleliście: W ogóle mnie to nie dziwi! To było zbyt piękne by mogło być prawdziwe!, to mogę jedynie ze smutkiem się uśmiechnąć. Bo TO nie było zbyt piękne, TO miało być po prostu czymś zwyczajnym - miała to być nauka bez stresu dla dzieci, w warunkach dostosowanych do ich potrzeb i możliwości. Choć w sumie z drugiej strony na to patrząc, faktycznie raj nam się zamarzył - macie rację. Problem bowiem tkwi w tym, że w obszarze edukacji normalność stała się ekstrawagancją i stanem wdoopiepoprzewracania. 
Tak czy naczej - myślcie co chcecie, oddychajcie głęboko, i czytajcie dalej.

Mija godzin kilka, nadal jest 1 XI, popołudnie (taaak, ten szczególny na nas wszystkich dzień - w naszej rodzinie w tym roku szczególny absolutnie, bo były to 18 urodziny Natki). Podczas krojenia tortu (lekko drżącą ręką - bo...co będzie z Francem w poniedziałek??, co z jego edukacją?? co dalej fuck fuck fuck???) otrzymaliśmy kolejną wiadomość - z pomieszczeń Extra Klasy wynoszone są wszystkie rzeczy... Ot taka siurpryza. I teraz zapewne chcielibyście mięsa i szczegółowej relacji. Nic z tego. Gdybym opisała Wam dokładnie, co czuliśmy i co się wydarzyło w kolejnych dniach, to byłaby to obelga wobec Was, Waszej inteligencji. Opiszę tylko to, co absolutnie konieczne.
Po prostu wierzę w Was - imaginujcie sobie.
Już? Weszliście w imaginacyjny trans?
No to lecimy dalej.
Przeżyliśmy wszystkie możliwe stany ducha. 1 XI w kilkunastu opolskich domach słychać było i "szanowne panie" i płacz, i byli ludzie rozczarowani, i zdruzgotani, i zwyczajnie obawiający się tego, co dalej. Kilka(naście) wiader łez i kilka butelek wina później, kilka kilometrów astmatycznego truchtu dalej pojawił się inny stan ducha, zwany popularnie rodzicielskim wkurwem. Dopadł nas on już kolejnego dnia (wybaczcie, nie mieliśmy czasu na terapie, kozetki i psychologów - tylko łzy, wino itd., sami wiecie - polski standard wsparcia emocjonalnego dla rodziców). 

Nie ma już nic?
Spotkaliśmy się wszyscy. W różnych nastrojach i w ogromnej niepewności - co dalej? To, co nas uratowało to deklaracja nauczycieli i terapeutów naszych dzieciaków: nie zostawimy dzieci, wy decydujcie, co dalej. Zdecydowaliśmy więc (obradując do późnej nocy), że ratujemy tę przestrzeń dla naszych dzieciaków. 
I wiecie co, celowo od 1 XI nic nie pisałam - nie chciałam czytać/słyszec "o Jezu, i co  teraz" / "pewnie nie dacie rady" itd. Mamy w sobie taką narodową niewiarę, prawda? Nie chciałam ani użalania się ani podkręcania nastrojów. Potrzeba nam było w tym naprawdę trudnym czasie wiary, siły i zapału do działania. Nie chciałam Wam tu wtedy pisać - uwierzcie w nas, bo musimy dać radę. Robiliśmy swoje wiedząc, że nie mamy specjalnie wyjścia. Dziś mamy więcej dowodów "na stole", byście nam uwierzyli. Ba, sami sobie bardziej wierzymy. 

Jesteśmy wolni 
W tej naprawdę niewiarygodnie obciążającej emocjonalnie sytuacji trafiliśmy na ludzi gotowych nas wesprzeć - właściciel lokalu zwolnił nas z czynszu za listopad (musimy opłacić jedynie media), abyśmy mogli stanąć na nogi, dostaliśmy wsparcie prawne, zaprzyjaźnione przedszkole przekazało nam wykładzinę dla naszych dzieci, zaprzyjaźniona szkoła ławki. Wszyscy zwieźliśmy z naszych domów co mieliśmy na stanie, z czego mogliśmy w naszych domach zrezygnować, by wyposażyć to miejsce dla naszych dzieci - stoły, krzesła, regały itd. Jedna z nauczycielek nawet wywiozła swoje meble kuchenne (z szelmowskim uśmiechem stwierdziła, że teraz ma przepiękny pretekst do remontu kuchni). Taaak, nie jest tu u nas teraz tak ... ikeo-stylowo, jest za to eklektycznie.  Bardzo po naszemu. Mamy nawet półki ze skrzynek po warzywach!
Najważniejsze jednak, że z naszymi dziećmi zostali nauczyciele i terapeuci, i że wszyscy odkryliśmy, że jesteśmy po prostu fajnymi ludźmi i umiemy się ze sobą dogadać. 

Możemy iść (w listopad)
Każdy dzień to rozmowy, uzgodnienia, "gaszenie pożarów" emocjonalnych, poznawanie przepisów, których nikt z nas znać nie zamierzał. I podejmowanie decyzji. W połowie listopada ruszyło "nasze miejsce" (jeszcze no name). Najważniejszym celem było dla nas w owym czasie przywrócenie dzieciakom wiary w dorosłych (nikt wszak nie potrafi tak schrzanić tego świata i dzieciństwa jak my, dorośli) i danie im na nowo poczucia bezpieczeństwa. 
Tu znowu odwołuję się do Waszej inteligencji emocjonalnej - myślicie że było łatwo?... 

Dłubali, gmerali, pisali...wymyślili
Najważniejsze jednak, że ogarnęlismy sytuację - my rodzice, nauczyciele, terapeuci. W listopadzie dołączyła do nas trójka nowych specjalistów, dzieciaki powoli dochodzą do siebie (nasz Franko leci do "szkoły" z radością). I tylko o to nam chodzi - o NORMALNOŚĆ. Dość powiedzieć, że do końca listopada załatwiliśmy pomyślnie dla nas wszystkie formalności z właścicielką Extra Klasy (dobre wsparcie prawne to skarb!), nasze miejsce hula od trzech tygodni. I jest ok - sami decydujemy, tworzymy zespół i wiemy co dla nas wszystkich - rodziców, nauczycieli, terapeutów jest (NAPRAWDĘ) najważniejsze. Hmm... to znaczy nie co lecz kto - nasze dzieci. I nie mówimy o tym pięknymi okrągłymi zdaniami, lecz po prostu działamy.
Mamy też już nazwę. 4 XII podpisaliśmy akt notarialny powołania Fundacji FREE - Fundacja Rozwoju Edukacji Empatycznej. Jakoś tak empatia zyskała w sposób absolutnie szczególny w naszych oczach w związku z ostatnimi wydarzeniami. Teraz mamy nadzieję, że rejestracja w KRS nie będzie trwała w nieskończość.
Jesteśmy naprawdę zmęczeni, nieźle dostaliśmy po czterech literach. Ale - beczka soli za nami i, jak już pisałam, okazało się w tym trudnym czasie, że fajni z nas ludzie - każdy inny, skrajnie różny (dokładnie jak nasze dzieciaki), ale właśnie w tej różnorodności tkwi nasza siła. I to jest najjaśniejsza strona całej tej sprawy.




Któregoś dnia pod koniec września usłyszałam od matki właścicielki EK, jakoby jej córka wspomniała, że rozkręci ona EK dzięki reklamie, którą zrobię jej na blogu. Ten blog nie jest niczyją reklamą i nigdy nie będzie. A jeśli kiedyś ktoś zechce mi zapłacić za jakiś wpis, wówczas zaznaczę jasno, że jest to wpis sponsorowany. Piszę Wam tu o rzeczach, które nam się zdarzają w drodze z Frankowskim, o naszych wzlotach i upadkach. Jak to w życiu bywa, nic nam nie jest oszczędzone. W tej drodze trafiamy na dziesiątki fantastycznych ludzi, ale raz na jakiś czas trafiamy...mniej fantastycznie. Mimo wszystko nadal podchodzimy do ludzi z otwartością i wiarą w szczerość ich intencji. Wolę tak, akceptując cykliczne zderzenia z zamkniętymi drzwiami, niż ciągłą podejrzliwośc i nieufność. Poza tym równowaga w przyrodzie musi być zachowana, nieprawdaż?

My po nowemu


Nie będę Was przekonywała, że będzie świetnie - nawet nie próbuję. Wiemy, że będzie trudno, ale wiemy też, że warto podjąć ten wysiłek - codziennie dostajemy dowody tego od naszych dzieciaków. Mamy też nadzieję, że z czasem, gdy już okrzepniemy, będziemy mogli przyjąć inne dzieci, które, z różnych powodów, nie mogą się odnaleźć w szkole masowej. To jednak kwestia przyszłości - na razie musimy rozhulać FREE.
W kwestii rozhulania - uruchomiliśmy zbiórkę na pomagam.pl, by zakupić materiały papiernicze na zajęcia edukacyjne i trochę sprzętu. Będę Wam ogromnie wdzięczna, jeśli zechcecie nam pomóc, bo my już doszliśmy do granic możliwości. Gdy będziemy mieli wpis w KRS będziemy aplikować o granty i pozyskiwać pieniądze na naszą działalność gdzie się da. Na razie formalności trwają.
W tym roku nie dałam rady uruchomić aukcji świątecznych na rzecz Frania ze względu na ostatnie wydarzenia, jeśli więc planowaliście jakoś, jak co roku, wesprzeć świąteczne aukcje Frankowe, to proszę Was, abyście w tym roku wsparli miejsce edukacji naszego chłopaka. I z góry Wam dziękuję.

Link do zbiórki -> Dla naszych dzieci z FREE 

Zapraszam Was także do polubienia naszego fundacyjnego FB - chwilowo jeszcze mało tam sie dzieje, ale to się zmieni.
Po prostu bądzcie z nami w tej nowej drodze życia.


Nasze eklektyczne wnętrza :)


Dzieciaki w akcji - przygotowanie wspólnego obiadu

Wspólne rozmowy

Miecio czyta Frankowi (nie wiem, co się stało z jakością tego filmu)


Codzienność



Ps. Przepraszam za wszystkie wiadomości, które pozostały bez odpowiedzi z mojej strony, nieodebrane połączenia i generalnie niedostępność mą. Mam nadzieję, że po tym wpisie lepiej zrozumiecie, dlaczego tak się działo. Z tydzień temu zobaczyłam, że zostałam oznaczona w jednym z komentarzy pod jakąś dyskusją dot. edukacji: Zapytaj AK, ona po mistrzowsku to ogarnia. I zaśmiałam się w duchu - bo AK chwilowo niczego nie ogarnia. Czeka tylko na przerwę świąteczną i marzy o tym, by się wyspać. Jeszcze raz więc przepraszam za małą aktywność "zewnętrzną", mam nadzieję, że teraz już rozumiecie powody.



34 komentarze:

  1. Masakra!!!!! szacun za wytrzymanie tego stanu :( tylko nie zrozumiałam kto zawiódl- wlascicielka czy system???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm...jakby to powiedzieć... Może tak: system tworzą ludzie.
      Dzięki p. Kasiu, ze jest tu Pani z nami :*

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Aga, Ty wiesz - w końcy trochę przegadałyśmy :* Mam nadzieję, że nie nadejdzie czas, kiedy przestaniesz odbierać telefony ode mnie ;-)

      Usuń
    2. A w życiu! :) Dzwoń zawsze i o każdej porze kiedy tylko masz ochotę kochana!

      Usuń
  3. Kiedy czytałam początek wpisu najbardziej zrobiło mi się szkoda...Natalii. W końcu to jej zupełnie wyjątkowe urodziny i jakieś mam poczucie niesprawiedliwości, że ten dzień nie mógł być dla Was zupełnie beztroski i przeznaczony na radosne świętowanie tylko.
    Co do szkoły, nie wiem czy to co wyczytałam między wierszami, jest faktycznym powodem, ale jeśli tak to świństwo po prostu. Nie rozumiem, jak można coś takiego ogłosić z dnia na dzień bez uprzedzenia i próby szukania lepszych rozwiązań?
    Trzymam kciuki, żeby się mimo wszystko udało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, my tez bylismy wsciekli. W środę (31 X - my do końca zycia chyba zapamietamy, że 1 XI wypadał w czwartek) przyjechała do nas rodzina, 1 XI mieliśmy spędzić razem, na spokojnie, świętując osiemnastkę Nat.. Stało się inaczej. Gdy na jej urodzinowe przyjecie przyszli do nas goście - sąsiedzi i rodzina, my bylismy myslami gdzie indziej... Radek pojechał zobaczyc, kto wynosi rzeczy z siedziby EK (tym bardziej ze tam zostało Frankowe ukulele a młody tak chciał odegrać siostrze 'sto lat'). Co Ci będę mówić - konwencja wpisu konwencją, nic jednak nie odda tego, co w listopadzie przeżyliśmy..
      Ścisk, A.

      Usuń
  4. Tym razem mam smutną "satysfakcję". Pamiętasz, jak zawsze mówiłam, że ja wiem, iż jeśli nie znajdzie się szkoła odpowiednia dla Frania, to Ty ją po prostu założysz...? No i bęc. Jest. Jesteś Owsiakiem w spódnicy, wiesz o tym, prawda...? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, do Ciebie to ja bałam się nawet pisać. Wiedziałam, ze mnie opierdzielisz, że ZNOWU za bardzo zaufałam. Tym razem pociesza mnie, że nie tylko ja (widzisz, tłumaczę się! Nrrrrrmalnie na baczność aż stanęłam!!! ;-) ). A w kwestii J. Owsiaka - chciałabym mieć 1% Owsiakowej charyzmy.

      Usuń
    2. No to jak sama wiedziałaś, to już Cię nie opieprzę... Bo się PONIEWCZASIE (jak zwykle) zorientowałaś... Dobrze, że pożar póki co ugaszony. A Owsiaka w spódnicy podtrzymuję z całą mocą!

      Usuń
    3. Ten pożar ugaszony jest na amenta. I żebyś Ty wiedziała, jak wiele nauczyczylismy się! (Taaak, faza racjonalizacji w pełnej krasie ;-) )

      Usuń
  5. Naprawdę sądzisz, że ktoś mógłby napisać, że nie dacie rady? Ty góry przenosisz, kobieto! Udowadniasz od lat, że niemożliwe dla Was nie istnieje. Trzymam kciuki, aby moce sprawcze nigdy Was nie opuszczały,a ilość kłód pod nogami malała. No i najlepsze życzenia dla Natki! Powodzenia, Aga! 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Marta!
      Nie jesteśmy sami. Moc tej Fundacji tkwi w ludziach.. :*

      Usuń
  6. Powodzenia życzy kominiarz 😀 jesteście niesamowici 😘

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda doprawdy, że jeśli chcemy żeby coś porządnie działało to musimy to sami zrobić :( Sił życzę i wspieram mocno!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nic nie powiem, bo zadne slowa nie oddaja waszej niesamowitosci. Jestescie jak Chuck Norris i MacGuyver edukacji. Milcze w podziwie, a w glowie rzucam wulgaryzmami. Licze, ze karma to rozliczy z tymi, ktorzy was oszukali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę tylko: dziękuję. Po komentarzu wnoszę, że we właśniwy trans imaginacyjny weszłaś.

      Usuń
  9. Uda się. Piszę to również jako dawna uczennica dla której rodzice założyli kiedyś szkołę. Placówka działa już od 26 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooooooooooooooooo!!!! Fantastycznie :)
      Fantastycznych masz, Ewa, rodziców :*

      Usuń
  10. Oooo, ten koment o ogarnianiu to mój był 😉 Nie wiedziałam, że tak wam się posypało i że powoli stajecie na nogi! Trzymam kciuki 🤞 Teraz to już naprawdę będziesz ogarniać tę kuwetę zwaną edukacją po mistrzowsku 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy wierzymy, że się uda. Poziom determinacji i motywacji sięgnął zenitu.
      No i przy okazji szykujemy się do kolejnego zaostrzenia przepisów przez MEN, które szczególnie (znowu) uderzają w edukację domową.. Nie poddajemy sie jednak. My nie z tych. Oby tylko siły i determinacji nam starczyło na dłuuugie kopanie się z edukacyjnym koniem..
      Ścisk :)

      Usuń
  11. Jak to dobrze, że Franek ma Was, bo każdy inny rodzic już dawno by się poddał. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina, wielu jest takich rodziców - kilkoro miało to szczęście, że spotkało się w pięknym mieście Opolu ;-)

      Usuń
  12. Zbiórka na pomagam.pl zakonczyła się w tempie ekspresowym :0 Dziękujemy Wam wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  13. o rany...ale jazda bez trzymanki :/:/:/
    ściskam Was gorąco i dużo odpoczynku życzę
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stan "jazdy bez trzymanki" to najwyraźniej nasze przeznaczenie ;-)

      Usuń
  14. To jakieś szaleństwo a już oczekiwałam samych pozytywnych wpisów a tu ...Wierzę w Ciebie i Twoją energię,wykorzystasz ją na dwieście procent.Szczęścia i sukcesów dla 18-letniej Natalki,niech się spełnia to o czym marzy. Radosnych Swiąt dla Was Agnieszko! Odpocznij wreszcie i odeśpij-swojaczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Helenko! Tak czy inaczej 1 IX zmienił nasze życie, 1 XI zmienił je jeszcze bardziej ;-) A teraz jest dobrze, po prostu. Oby tylko KRS nam już nadali, bo musimy zacząć aplikować o środki na działalność. Życie..
      Pozdrowienia :*

      Usuń
  15. Dobrze wiedzieć że prowadzicie zbiórkę. Chętnie dołożę coś od siebie, wasze działania są po prostu genialne, już nawet wychodzi to ponad to co potrzebne także brawa dla was!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochani, z okazji świąt Bożego Narodzenia chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze, niech Boża Dziecina wspiera Was w osiąganiu kolejnych celów. Spędźcie ten czas w radosnej, rodzinnej, świątecznej atmosferze. Wesołych świąt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina, moooocno spóźnione ale bardzo szczere podziękowania za życzenia :*

      Usuń

Drogi Anonimowy Gościu,
bardzo proszę, podpisz swój komentarz swoim imieniem, aby łatwiej było mi na niego odpowiedzieć.
Dziękuję