Wyobraźcie sobie dwie drobne dziewiętnastolatki
rozpoczynające studia pierwszego stopnia na pedagogice resocjalizacyjnej,
marzące o pracy od podstaw jako kuratorki sądowe lub pracownice więzienia nawracające
najcięższych przestępców na właściwą drogę. Czy będą dobrymi kuratorkami? Dadzą sobie radę z przestępcami? Dziś obie zajmują
się Franiem i mają – tak jak pierwotnie zamierzały – ogromny wpływ na przyszłe życie tego małego człowieka.
A przecież Franc nie jest ani kryminalistą, ani nasza rodzina kuratora nie dostała (przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo). Więc dlaczego zajmują się Franiem?
Bo dziś, pięć lat po podjęciu decyzji o studiowaniu resocjalizacji, są nauczycielkami wspierającymi Frania.
Bo dziś, pięć lat po podjęciu decyzji o studiowaniu resocjalizacji, są nauczycielkami wspierającymi Frania.
Dziś napiszę kilka słów o Ewie i Martynie - dwóch wyjątkowych młodych kobietach.
Dziewczynom plany życiowe zmieniły się, gdy Ewa na drugim a
Martyna na trzecim roku studiów, dostały się na praktykę do Prodeste (praktyki
studencie różnymi ścieżkami chodzą). Trafiły do poradni dla dzieci z autyzmem i
wsiąkły po same uszy. Najwyraźniej stwierdziły, że taka praca jest bogatsza w
wyzwania i bardziej interesująca niż bycie kuratorem sądowym. Po
odbyciu praktyki dziewczyny zaangażowały się w wolontariat przy Fundacji
Prodeste i postanowiły rozpocząć studia
drugiego stopnia na kierunku Pedagogika specjalna. Oprócz tego
jeździły także jako terapeutki wspierające na turnusy dla dzieci z autyzmem.
Gdy zaczęły studia drugiego stopnia, my akurat
przeprowadziliśmy się do Opola. Okazało się, że ogarnięcie nowej rzeczywistości
nie było dla nas takie proste, jak to się nam pierwotnie wydawało . I to
zarówno technicznie jak i emocjonalnie - Franula nie chodził wtedy jeszcze do przedszkola, zajmował się nim tata starający się także jakoś ogarnąć nasze nowe życie opolskie,
Natka zaczęła nową szkołę, ja zaś dojeżdżałam do pracy 200 km w jedną stronę. Kanał na całej linii. I tak któregoś
grudniowego dnia poprosiłam ówczesną terapeutkę prowadzącą Frania w Prodeste o
pomoc. Z trudem bo z trudem, ale po prostu nie widziałam innego wyjścia. Potrzebowaliśmy pomocy i wsparcia kogoś, kto przyjdzie "posiedzieć" z Frankiem, zając się nim chwilę, żebyśmy mogli pozałatwiać sprawy
urzędowe i żeby tata Kossa odpoczął chwilę od Franca (który kochanym chłopcem
jest, ale potrafi chwilami dać do wiwatu jak 30 zdrowych dzieci).
Przed samymi
świętami p. Ewelina przekazała mi wiadomość – dwie wolontariuszki z Fundacji
Prodeste będą przychodzić do nas raz w tygodniu i zajmą się Franiem.
Ale że jak to? Tak dobrowolnie?

Ale że jak to? Tak dobrowolnie?
Absolutnie dobrowolnie.
Z własnej nieprzymuszonej woli.
Z własnej nieprzymuszonej woli.
Nie wiedzieliśmy czego możemy oczekiwać. Do tamtego czasu
nie było odważnego, który zdecydowałby się zostać z Francem sam na sam, w
cztery oczy. A tu nagle znalazły się i to dwie odważne kobietki. I tak na
początku stycznia poznaliśmy dziewczyny. Wrrrróć – chłopaki poznali, o tak to było, mnie ta przyjemność spotkała troszkę później. Okazało się, że te dwie młode osóbki mają moc - już pod koniec stycznia przymusiły nas do "wypadu na miasto”, a bodaj z dwa miesiące później nakazały iść do kina. Tak normalnie, jak to
ludzie mają w zwyczaju chadzać. Nasze życie zyskało nagle dzięki nim nową jakość.
Z biegiem tygodni poznawaliśmy Ewę i Martynę coraz lepiej.
Okazało się, że są niezwykle dojrzałymi i mądrymi młodymi kobietami. A przy tym
zwyczajnie fajnymi, zabawnymi, sympatycznymi dziewczynami, z którymi można było
pośmiać się i pogadać o wszystkim – i o terapiach i o przysłowiowych ‘czterech
literach Maryni’. Potrafiły się wygłupiać z Francem a jak trzeba było także postawić chłopaka do pionu.
Gdy znalazłam po intensywnych poszukiwaniach przedszkole dla Franca, zaczęliśmy się zastanawiać z panem mężem, skąd weźmiemy nauczyciela wspierającego dla Krasnala. Nieśmiało pomyśleliśmy, że super by było, gdyby to dziewczyny zgodziły się nim/nią/nimi być. Złożyliśmy dziewczynom propozycję nie
do odrzucenia. Zgodziły się po rozpoznaniu kwestii formalnych - w końcu miały zacząć ostatni rok studiów. Załatwiły sobie IOS na uczelni i
tym sposobem zmieniając się tydzień na tydzień przebywały/ przebywają razem z Franiem w
przedszkolu jako jego nauczycielki wspierające (tzw. cienie). Widzieliśmy , jak
bardzo się angażują w prace z Franiem, jak poważnie podchodzą do swojego
zadania - Franek przecież nie trafił do przedszkola terapeutycznego, kadra nie była tam
przeszkolona do pracy dziećmi o specjalnych potrzebach edukacyjnych. I wiecie
co…Ewa i Martyna dały radę. Bardziej niż śmieliśmy przypuszczać! Niczego nie
pozostawiały przypadkowi. Absolutnie niczego. Ja wiem, że osobom stojącym z
boku może się wydawać, ze praca nauczyciela-cienia to takie ‘małe miki’ – w
końcu pod opieką ma tylko jedno dziecko. Ale za to jakie! Niewłaściwe
postępowanie z małym, narażenie go na zbyt dużą dawkę bodźców, brak wzmocnień i
pomocy w odpowiednim momencie mogło przecież poskutkować tym, ze nasz Franula
kompletnie by się "posypał". Jest to naprawdę niezwykle odpowiedzialne zajęcie wymagające ogromnej wiedzy i odpowiednich kompetencji. Dziewczyny chcą dalej się kształcić - od roku chodzą na kurs języka migowego do PZG a od października rozpoczynają studia podyplomowe. Ostatnio przekonaliśmy się, że zawsze możemy liczyć na Ewę i Martynę. Gdy się okazało , że Franio musi zmienić przedszkole (to są właśnie owe „Franiowe
sprawy”, o których ostatnio wspominałam - to temat na osobny wpis), reakcja
dziewczyn była natychmiastowa – idziemy z Franiem, nie możemy go zostawić. Gdy znalazłam po intensywnych poszukiwaniach przedszkole dla Franca, zaczęliśmy się zastanawiać z panem mężem, skąd weźmiemy nauczyciela wspierającego dla Krasnala. Nieśmiało pomyśleliśmy, że super by było, gdyby to dziewczyny zgodziły się nim/nią/nimi być. Złożyliśmy dziewczynom propozycję nie
Myślę sobie, że dziewczyny będą terapeutkami takiego kalibru,
jak ‘wujek Radek’ (czyli Radek Rogoziński), p. Monika Majszczyk (terapeutka prowadząca Krasnala z Prodeste), p. Ewelina Kapłon (logopedka z PZG) i
p. Partycja Pięta (psycholog z Fundacji Dom) – zaangażowane, mądre, świadome swojej roli, słuchające dziecka, rodzica i kolegów po fachu, empatyczne i potrafiące
postawić do pionu i rodzica i pacjenta. Ba, one już takie są.
Znacie dwie podobne dziewczyny?
Ewa i Martyna są jedyne w swoim rodzaju.
Należy im się absolutnie szczególne podziękowanie za ten
rok pracy z Krasnalem.
Ps. 7 lipca trzymamy wszyscy kciuki za obronę prac magisterskich Ewy i Martyny:)
Ps. 7 lipca trzymamy wszyscy kciuki za obronę prac magisterskich Ewy i Martyny:)
DZIIEEE- KUUUU- JEEEEEE- MYYYYY !!!
OdpowiedzUsuńDołączam do Tijgertje - dziękujemy!!!
UsuńI ja się dołączam do podziękowań dla Super Dziewczyn!!!!
Usuńfantastyczne dziewczyny! :) ze świecą można szukać kolejnych takich. Trzymam kciuki za sprawę z przedszkolem!
OdpowiedzUsuńTrzymajcie się dzielnie :)
Brawo dla dziewczyn!!Byle jak najwięcej takich cudownych osób! Trzymam kciuki za obronę, ale to pewnie tylko formalność!:)
OdpowiedzUsuńWspaniale, że są na świecie tak cudowne osoby! Brawo dla dziewczyn - jesteście wielkie!
OdpowiedzUsuńOczywiście będę mocno trzymać kciuki za obronę!
I tak to właśnie działa. Cudowne dziewczyny ruszyły na pomoc Franiowi, a on pomógł im odkryć ich powołanie. Wszyscy jesteście szczęściarzami!!! - ciotka Mał(a)gosia
OdpowiedzUsuńP.S. Czy tych wspaniałych kobiet nie dałoby się sklonować???
Kochana, gdyby tylko była taka możliwość, to bylibyśmy pierwszymi inicjatorami programu rządowego 'sklonować Ewę i Martynę!' ;-)
UsuńDziewczyny wspaniałe:)Egzamin to czysta formalność:)Ja się zgadzam z Mał(a)gosią-to wszystko się dzieje w wielu płaszczyznach-bez Was,Frania i terapeutów otwartych i chętnych do dzielenia się swoją wiedzą studia Dziewczyn byłyby zwykłe:)))Prababka:)
OdpowiedzUsuńNawet przez ekran komputera bije "fajność" od tych Waszych dziewczyn! :)
OdpowiedzUsuńObrona to jest formalność dla takich kobitek. Kciuki zaciśnięte!
Dziewczyny super:-)
OdpowiedzUsuńTrzymamy kciuki za sprawy
Franiowe i "Cieniowe".
Pozdrawiamy
Hania z chłopakami
Trzymam kciuki kochani
OdpowiedzUsuńCześć Agnieszko,ale mi miło,że do mnie wpadłaś:))Wiesz,nigdy nie pisałam ,ani nie komentowałam u Ciebie,ale którejś nocy ,kiedy moje dziecko było jeszcze malutkie,znalazłam Twój blog i płacząc przeczytałam od początku do końca ,(na tamten czas;)Mam Twojego Frania gdzieś na dnie serca,bo zapadł mi strasznie w pamięć i choć teraz nie śledzę na bieżąco z natłoku spraw,to Franio na zawsze zostanie dla mnie Największym Najmniejszym Siłaczem Świata:)))
OdpowiedzUsuńSerdecznie Was pozdrawiam i życzę Wam mega siły:))