piątek, 23 marca 2018

Mikołaja nie ma

Taką właśnie fazę przechodziłam przez ostatnie miesiące - czułam się jak dziecko, któremu nagle jakiś dorosły dał emocjonalnie przez łeb uświadamiając, że Mikołaj nie istnieje. I mimo, że każde dziecko w którymś momencie swojego życia zaczyna podejrzewać, że Mikołaj to przebieraniec, to ciągle się łudzi, że mu się to tylko wydaje. 
Chyba każdy rodzic dziecka niepełnosprawnego musi przejść przez tę fazę. 
My mamy ją za sobą - całe szczęście. Kilka dni temu w rozmowie z pewną terapeutką rozpoczęłam: - Rodzic musi słuchać przede wszystkim... - nie zdążyłam dokończyć, bo ona zrobiła to za mnie dopowiadając: - swojej intuicji.
Jakie to banalnie proste! Trochę o tym zapomnieliśmy, trochę daliśmy się uspokoić, zwieść pozorom. 
Źle ulokowaliśmy zaufanie. 
Niniejszym obiecuję, że więcej nie uwierzymy w Mikołaja.
Obiecuję, że będziemy się wsłuchiwać w naszą kossowską intuicję.
Wracamy więc do życia.
Bo i Frankowski zdrowotnie dochodzi do siebie (ufff-uffff i tfuuu-tfuuuu). 
Wreeeeeszcie.
Kilka siwych włosów nam przybyło, w gratisie otrzymalismy także nowe wulkany na żołądku i kilka zbędnych kilogramów (te kosmiczne ilości czekolady i ptasiego nabiału - na stres najlepsze lekarstwo), ale najważniejsze, że wracamy. Z Frankouśmiechem i planami aktywności rodzinnej na najbliższe miesiące.
Na siwe włosy jest farba, na emocjonalne zmaltertowanie przyjaciele, a na nadliczbowe kilogramy...wiosna.


Blondyn przedpołudniową porą jakieś dwa dni temu
Fajnie tu znowu być.
To znaczy - fajnie jest znowu funkcjonować w miarę normalnie. 
I niech już Frankowe zdrowie nie wywija żadnych numerów - za starzy na takie ekstremalne atrakcje jesteśmy. 

9 komentarzy:

  1. Zawsze mieliście fantastyczną intuicję i zawsze umieliście wybrać dobro Franka, wbrew wszelkim czarnowidzeniom, radom, żeby nie wprowadzać AAC i wielu innym rzeczom. I tego się trzymajcie, a będzie dobrze. Cho ć - niestety - mam wrażenie, że i coraz trudniej, bo przecież rośnie Franek i rosną jego potrzeby, zwłaszcza edukacyjne. Ot, życie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aga..gdyby nie matkowa intuicja Kinga miałaby dziś pega i na stałe włączone leczenie antyrefluksowe.Intuicja niestety jest kosztowna, bo na własną rękę trzeba wszystko zbadać...Skoro ordynator odmawia leczenia..Ściskam Was i sił życzę.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis. Wspomniana terapeutka miała 100% racji. Musimy bardziej ufać sobie i swojej intuicji. Ona często nam dobrze podpowiada.
    Dużo zdrowia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No. To może tej terapeutki posłuchacie :)
    Dobrze, że wracacie do siebie! Tak trzymaj! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Wracajcie, wracajcie, bo smutno tu bez Was.

    OdpowiedzUsuń
  6. zdrowia!
    pozdrawiam wiosennie
    ivovesca

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki Wam wielkie.
    Fajne z Was Człowieki :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Przytulasy z energią wysyłam i opiece dobrych aniołów polecam.Zdrowych,radosnych Swiąt!-Helena swojaczka

    OdpowiedzUsuń

Drogi Anonimowy Gościu,
bardzo proszę, podpisz swój komentarz swoim imieniem, aby łatwiej było mi na niego odpowiedzieć.
Dziękuję