niedziela, 23 kwietnia 2017

Pani Minister, dziękuję

 
Szanowna Pani Minister,

dzieci niepełnosprawne w wieku przedszkolnym i ich rodzice są Pani bardzo wdzięczni, że w rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 lutego 2017 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym, kształcenia ogólnego dla branżowej szkoły I stopnia, kształcenia ogólnego dla szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz kształcenia ogólnego dla szkoły policealnej, w załączniku nr 1 (podstawa programowa wychowania przedszkolnego dla przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych oraz innych form wychowania przedszkolnego) 
sformułowanie niepełnosprawny pojawia się ZERO razy.
Dziękujemy także za to, że w wyżej wymienionym rozporządzeniu w załączniku nr 1 termin AAC pojawia się ZERO razy.
Pani Sadlak z biura prasowego MEN na monity rodziców i redakcji niepelnosprawni.pl oświadczyła, że:
"Zapewniamy, że podstawa programowa uwzględnia również potrzeby i możliwości psychofizyczne dzieci posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. W dokumencie nie ma frazy „komunikacją alternatywna”, co nie oznacza, że podstawa programowa będzie niedostosowana do pracy z dzieckiem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi." źródło
Dlaczego więc w podstawie dla szkoły podstawowej zapis o AAC istnieje? 
Pani rzecznik wspomina też, że zapis o AAC znajduje się w projekcie rozporządzenia w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych, niedostosowanych społecznie i zagrożonych niedostosowaniem społecznym. Tak, tylko dlaczego w rozporządzeniu tym nie przewidujecie zastosowania AAC u dzieci autyzmem i zespołem Aspergera?? Według MEN na interwencję AAC zasługują jedynie uczniowie niewidomi i głusi. Dzielicie dzieci na te lepsze i gorsze? Te, które mają prawo do AAC i takie, którym tego prawa odmawiacie? Jaki klucz zastosowaliście??
Czy Pani sobie zdaje sprawę z tego, przyczyną jakich nadużyć może stać się i jakie konsekwencje nieść ze sobą usunięcie z podstawy zapisu o dzieciach z niepełnosprawnościami i AAC w przedszkolach? Czy wie Pani, co oznacza brak zapisu o komunikacji alternatywnej i wspomagającej dla dzieci z autyzmem, afazją, ZA i innymi neurotrudnościami na wszystkich etapach edukacyjnych? Dla dzieci, które takiego wsparcia po prostu potrzebują niezależnie od postawionej diagnozy? Nie zakazujecie, ale i nie włączacie AAC do standardu postępowania u dzieci z problemami w komuniacji! Warto przy tym wspomnieć, ze w podstawie z roku 2016 w części dotyczącej przedszkoli jest mowa i o dzieciach niepełnosprawnych i o AAC.  
Abstrahując od dzieci z postawionymi już rozpoznaniami i wydanymi orzeczeniami nie można zapominać, że proces diagnostyczny nie trwa tydzień, zaś AAC powinno być STANDARDEM postępowania wobec WSZYSTKICH dzieci z zaburzeniami w komunikacji, a nie pozostawać w sferze domysłów i zależeć od dobrej woli nauczyciela/placówki edukacyjnej. Nie może także zależeć od tego, czy dziecko takowe postępowanie ma wyraźnie wpisane w orzeczenie o kształceniu specjalnym i czy już owo orzeczenie posiada. Nierzadko proces diagnostyczny trwa rok, znam dzieci u których trwał aż trzy lata - takie mamy realia, pani minister. Co w czasie oczekiwania na diagnozę? Wiara w cuda? Cudów nie ma, jest tylko żmudna praca i odpowiednie postępowanie terapeutyczne.
 

Pani Minister, 

z serca Pani dziękuję, że w projekcie rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego dzieci i indywidualnego nauczania dzieci i młodzieży wprowadza Pani zmianę tak rozbieżną z ideą nauczania włączającego - realizację nauczania indywidualnego TYLKO w domu dziecka, bez możliwości (jak to ma miejsce teraz) realizacji NI na terenie przedszkola/szkoły. A niech siedzi dzieciak w chałupie, co się po szkole będzie szwendał i jeszcze, nie daj panie Boże, ze społeczeństwem zdrowym mieszał! Jeszcze tych zdrowych pozaraża, albo głowy pourywa?
Dla wielu dzieci z autyzmem (i nie tylko) możliwość indywidualnej pracy z nauczycielem podczas zajęć wymagających szczególnego skupienia, dużego nakładu pracy jest szalenie ważna. Nauczanie indywidualne odbywa się często na terenie szkoły, bo dzieci z orzeczeniami o NI po zajęciach indywidualnych uczestniczą w ramach nauczania włączającego w lekcjach nie wymagających od nich tak dużego wysiłku (np. plastyka, w-f). Dzięki takiemu podejściu uczeń oprócz zapewnionych odpowiednich warunków do nabywania wiedzy miał także możliwość  regularnego kontaktu z rówieśnikami i uspołeczniania.

W tym miejscu, pani Aniu, piętami do czterech literach się kopiemy, że za namową nauczycieli z przyszłej szkoły Franka nie zgodziliśmy się na zapisanie w orzeczeniu naszego chłopaka nauczania indywidualnego na czas pierwszego etapu edukacyjnego - to sugerowano nam w poradni psychologiczno-pedagogicznej. W zamyśle PPP miało być ono połączone z edukacją włączającą. Ale byśmy się teraz zdziwili! Po czterech latach edukacji włączającej w przedszkolu nasz chłopak zostałby skazany za 6-8 godzin tygodniowo (taaaaak, to nie jest błąd) pracy z nauczycielem w domu. Bez prawa wstępu do szkoły.

Brawo wy.
Co jeszcze wymyślicie?   

                                                            Łącząc odpowiednie wyrazy,
                                                Agnieszka K.

czwartek, 13 kwietnia 2017

O kradzieży raz jeszcze

Myślę, że wiecie, co się stało. Mój wpis z prywatnego konta na FB krąży po sieci. 
We wtorek pojechałam do pracy na dodatkowe zajęcia ze studentami fizjoterapii - 90 minut wprowadzenia do języka migowego i AAC. Chciałam pokazać studentom kilka nagrań, także z Frankiem, bo takie autentyczne nagrania są bezcenne i najlepiej uzmysławiają ludziom, jak ważne jest umożliwienie osobie niepełnosprawnej komunikacji ze światem. 
Dlatego właśnie wzięłam ze sobą dysk zewnętrzyny, na którym miałam skopiowane wszystkie dane z lapka + całe nasze archiwum prywatne. 
Ktoś powie (łatwo się nam ocenia), że to było bez sensu, że powinnam miec dwa dyski zewnętrzne - pewnie tak, nawet i trzy by się przydały. Zawsze miałam w planach dokupienie kolejnego dysku i zawsze były jakieś inne ważniejsze wydatki. 
Po pracy zabrałam po drodze Natkę wracającą ze szkoły, postanowiłyśmy skoczyć na szybkie zakupy obiadowe. Chłopaki byli na zajęciach Frankowych poprzedszkolnych. Przed wejściem do sklepu Nat spytała, czy może wrzucić do bagażnika torbę z książkami ze szkoły.
Jasne, po co ma ją dźwigać?
Ktoś musiał obserwowac parking, widział, że Nat chowa swoją torbę do bagażnika (ile/ilu z nas tak robi) i zapewne to ona była celem. W gratisie złodziej dostał i mój laptop z owym bezcennym dyskiem zewnętrznym.

Jeśli jakimś cudem człowiek, który postanowił w ten sposób się wzbogacić na parkingu przed Lidlem w Opolu (ul. Krapkowicka/Niemodlińska) czyta te słowa, lub ktoś z jego znajomych to teraz robi, bardzo Cię/Was proszę - odeślijcie dysk. Jaką on ma wartość po wyczyszczeniu? Max. 50 zł - to też stary model. Dla nas jest bezcenny.
Weź lapka (zresztą średni egzemplarz, szczerze mówiąc - dwukrotnie już był w naprawie, szykowałam go do kolejnej), weź telefon Natki - to wszystko tylko sprzęty o w sumie nie największej wartości materialnej, rzecz nabyta. Dane na dysku nie dadzą się jednak wycenić. Jest tam m.in. 8 lat życia Franka - wszystkie nagrania, zdjęcia, ogromnie ważne ze względów medycznych i terapeutycznych (takie tylko dla oczu specjalistów), archiwum elektroniczne dokumentacji - papier wieczny nie jest, są to też materiały ogromnie ważne dla naszej rodziny.

Dysk możesz/możecie odesłać:
do sklepu Lidl, 45-715 Opole, ul. Krapkowicka 12c;
na Politechnikę Opolską, SJO, ul. Prószkowska 76, 45-758 Opole;
na I Komisariat Policji, ul. Cmentarna 1, 45-834 Opole.
O nic więcej nie prosimy. 
Może naiwnie, ale ciągle liczę na odruch serca, uczciwości...


Bardzo dziękuję wszystkim Wam za udostępnianie mojego wpisu na Fb, dziękuję mediom za wsparcie i managerowi opolskich sklepów Lidl za życzliwość.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Zabawmy się


Zabawmy się w rehabilitację, we wsparcie osób niepełnosprawnych. Świetna zabawa, poważnie mówię - takiej adrenaliny nie zapewni Wam ani bungee jumping ani half-pipe ani żaden inny sport ekstremalny.
Tylko w sumie pojawia się tu pewien dylemat moralnej i etycznej natury 
(a przynajmniej pojawić się powinien), bo rehabilitacja osób niepełnosprawnych zabawą nie jest. Nie można jej uzależniać od konkursów, punktów, algorytmów i subiektywnej oceny wniosku przez ekspertów. W rehabilitacji najważniejszy człowiek, do którego jest ona kierowana, podstawą jest jej ciągłość i systematyczność. Nie można fundować osobom niepełnosprawnym i ich rodzinom ciągłej huśtawki, niepewności, braku ciągłości terapii i systematyczności. 
I kolejnych dzikich tańców węża, by zdobyć pieniądze na opłacenie rehabilitacji prywatnej.
Ale jest jak jest.
Powiem Wam, jak jest.


sobota, 1 kwietnia 2017

Nieaprilisowo


Sądziłam, że dziś wieczorem będę siedziała przy laptopie i pisała o jutrzejszym Światowym Dniu Świadomości Autyzmu. Jak co roku.
I jak niemal zawsze, gdy sobie coś pięknie zaplanuję, rzeczywistość równie pięknie śmieje się mi prosto w nos. 
Tym razem jest to wyjątkowo szyderczy śmiech.


niedziela, 19 marca 2017

#AkcjakomunikAACja, czyli o AAC po raz setny (chyba)


Przede wszystkim tym właśnie jest dla mnie AAC.
Jest akceptacją dziecka - tego, że jest inne niż jako rodzice zapewne oczekiwaliśmy, niż wyobrażaliśmy je sobie i chcielibyśmy by było. Dzięki temu pojawia się zrozumienie, że celem pracy z dzieckiem nie jest realizacja naszych wyobrażeń (rodzicielskich czy terapeutycznych), lecz sprawienie, by jakość jego 
i naszego życia była jak najlepsza, by było po prostu szczęśliwym człowiekiem. Jeśli więc jesteśmy rodzicami dziecka ze złożonymi zaburzeniami komunikacji, dziecka niemówiącego, wówczas za ową akceptacją przyjdzie i zrozumienie, że celem terapii nie jest mowa foniczna jako taka, lecz komunikacja z dzieckiem. Ta zaś jest niczym innym jak relacją z drugim człowiekim. 
Nie chodzi przecież o to, by dziecko wydało z siebie głos. Na komendę? Jaki miałby być tego cel? Żebyśmy my, rodzice, byli szczęśliwi, że wreszcie dziecko coś powiedziało? Żeby terapeuci mogli odnotować spektakularny sukces swoich działań? O głos chodzi najmniej. Najbardziej chodzi o małego człowieka i o to, by być tego człowieka ciekawym - ciekawym jego samego i tego, co ma do przekazania. Niekoniecznie do powiedzenia. Bez ciekawości dziecka nie ma mowy o wprowadzeniu mu AAC. 

czwartek, 9 marca 2017

TA wizyta, czyli o kulisach będzie

Poprzedni wpis był taki... na poziomie ą-ę, ten będzie ... hmmm... zakulisowy (tak to sobie określmy).
A piszę go przez Was, to znaczy przez Wasze komentarze na fejsie - jakże miłe dla mnie (że fajna kiecka itd.), ale gdybyście znali prawdę... Gdybyście Wy wiedzieli...
Pewnie myślicie sobie, że jak owo zaproszenie na salony przyszło, to był fryzjer, manikjury i inne szykany. 
Hmmm.... 
Napiszę Wam , jak było naprawdę.


piątek, 3 marca 2017

Z wizytą u Pierwszej Damy

Tak uroczystego wpisu na tym blogu jeszcze nie było. Przyznaję, że jestem lekko spięta siadając do tego tekstu. Skoro się jednak powiedziało A, to i B trzeba. 
Czas więc na B.

***
Nie potrafię nawet opisać zaskoczenia, jakie czułam w chwili, w której odebrałam telefon z zaproszeniem na spotkanie z Panią Prezydentową. Usłyszałam, że Pierwszej Damie bardzo leży na sercu edukacja włączająca i to między innymi tej kwestii ma dotyczyć rozmowa. W czasie spotkania miało się także odbyć czytanie "Dużych spraw".  
Zaproszenie przyjęłam.


źródło: http://www.prezydent.pl/pierwsza-dama/aktywnosc/art,211,lekcja-integracji-w-palacu-prezydenckim.html

2 marca nadszedł szybciej niż się spodziewałam.
Spotkanie z Piewszą Damą rozpoczęło się w kameralnym gronie. Absolutną bohaterką spotkania była cudowna Berenika, która brała udział w nagraniach audiobooka do książki. Po rozmowie Pani Prezydentowej z Berenią zaczęła się poważna część naszego spotkania - rodzice Nisi przedstawili problemy, z jakimi borykają się w procesie leczenia małej, jej operacji zagranicznych, ja opowiadałam o codziennych wyzwaniach, jakim muszą stawiać czoła rodziny dzieci niepełnosprawnych w systemie edukacji - o niewłaściwym wykorzystywaniu subwencji (części oświatowej subwencji ogólnej) dla uczniów z orzeczeniami o kształceniu specjalnym, o wyboistej drodze w procesie terapeutycznym i trudnej rzeczywistości edukacyjnej. Wiele z tych faktów było znanych Pani Prezydentowej, o kilku usłyszała po raz pierwszy. I choćby przedstawienie tych problemów uważam za sukces tej wizyty.
Rozmowa była naprawdę szczera - bez udawania, masek i dystansu. Fakt, że wszyscy czuliśmy się naprawdę swobodnie, mieliśmy poczucie, że możemy szczerze przedstawić sprawy, z którymi przyjechaliśmy, był dla nas chyba największym zaskoczeniem. Podskórnie nastawialiśmy się na "gorset protokolarny" - nasze obawy na szczęście się nie spełniły.



poniedziałek, 20 lutego 2017

Szara, nudna codzienność

Wieczór - najpiękniejsza, najbardziej wyczekana pora dnia.
Błoga cisza w domu. 
Otwieram laptopa, bo roboty huk (i nic to, że szare komórki już ledwie dychają). Nagle refleksja - blog!!  Kurczaki, trzeba się odezwać... 
Tylko co napisać w TAKIM stanie?
Jakim?

piątek, 10 lutego 2017

O szczurach, pewnej fujdacji i sensie pomocy

Jest sobie państwo. 
Mieszka w nim jakieś 40 milionów ludzi.
Kilkanaście tysięcy z nich to złodzieje, zabójcy, oszuści i kłamcy.
Czy więc wszystkich obywateli tego kraju nalezy uznać za złodziei, zabójców i oszustów?
W tym kraju działa 126.000 organizacji pozarządowych.
Jedna z nich jest nieuczciwa.
Czy to oznacza, że możemy sobie pozwolić ja stwierdzenie, że wszystkie NGO'sy kradną a ich prezesi latają na wakacje za pieniądze z darowizn?


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Test dla odważnych

Studenci czują oddech sesji na plecach, postanowiłam więc (będąc w ciągu zaliczeniowym) popełnić test do zadań specjalnych. 
Na koniec każdy z Was będzie mógł sam sobie wystawić ocenę.
Zapraszam.

Test wiedzy o autyzmie
Sprawdź się! W każdym pytaniu możesz zakreślić więcej niż jedną odpowiedź. Za każdą zakreśloną odpowiedź przyznaj sobie 1 punkt.
Uwaga: autorka nie odpowiada za działania nieporządane i wszelkie skutki uboczne testu.


sobota, 21 stycznia 2017

Zapłać, a będziesz uleczony

Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś rodzicem dwu-, trzy-, czterolatka (albo i starszego iluślatka), nauczyciel w żłobku / przedszkolu / szkole podstawowej informuje cię, że z dzieckiem coś się dzieje, coś jest nie w porządku. 
A bo wiecie  państwo,
- on/ona zawsze obok grupy, 
- nie mówi, a w tym wieku już powinien/powinna, 
- jest dużo zachowań zakłócających,
- bawi się "dziwnie" - układa zabawki w rządki, nie ma żadnej fabuły w zabawie (itd itp).
Słyszysz zalecenie, aby udać się z dzieckiem do poradni pedagogiczno-psychologicznej.
Idziecie. 
Słyszycie, że dziecko ma autyzm. 
Udajecie się do poradni prowadzącej terapię dla dzieci i słyszycie, że na miejsce na terapię trzeba tam poczekać około 2 lat.
Znajdujecie terapię prywatnie - 80-90 zł/godzina. Panika, skąd na to wziąć?
Powiedzieli Wam w PPP, że musicie mieć diagnozę kliniczną. Znajdujecie ośrodek państwowy, nawet nie tak daleko od miejsca Waszego zamieszkania, czas oczekiwania - 1,5-2 lat. 
Nie wiecie, co robić.  
Czytacie w internecie, że przy autyzmie każdy miesiąc się liczy, że bardzo ważne jest, aby jak najszybciej zacząć terapię a wy nawet diagnozy klinicznej jeszcze nie macie.
I w tym momencie znajdujecie informację na FB - Jezuuuuu, po kij te wszystkie terapie, ten wysiłek, skoro autyzm jest uleczalny??  Dobra, tydzień kosztuje 3.000, obejmuje on 3 zabiegi (kij wie jakie, ale ważne, że uleczają z autyzmu). 
I to w tydzień!! A ci tam specjaliści, tfuuuuu na psa urok, dwa lata na termin na NFZ czekać każą! Tymczasem wszystko jest takie proste - autyzm jest chorobą, z której można wyleczyć dziecko naprawdę szybko. Ok, kosztuje to trochę kasy, ale czego się nie robi dla własnego dziecka, które się kocha ponad życie? 
Robi się wszystko.
A ten specjalista taki mądry, zna się, wreszcie ktoś obiecuje pomóc, natychmiast.
Specjalista - cudotwórca pisze tak (pisownia oryginalna):

wtorek, 17 stycznia 2017

Franek i AAC - cześć II

W poprzednim wpisie apelowałam do rodziców. Zrobiłam to tylko dlatego, że w dotychczasowych moich wpisach zwracałam się do terapeutów (przypomnijcie sobie choćby ten wpis sprzed dwoch lat o grzechach terapeutycznych). Tym razem starałam się dostrzec i uwzględnić także głosy terapeutów mówiących, że często odbijają się od ściany o nazwie rodzic - stąd mój apel w poprzednim wpisie do rodziców skierowany.

Gdy zaczynaliśmy wprowadzać Frankowi komunikację wspomagającą, nie wiedział on, po co mu ona, miał problemy z praksją i kilka innych ograniczeń. Trzy lata później stosował w komunikacji ok. 120 znaków, budował wypowiedzi trzyelementowe i zaczynał mówić. A dziś, niemal sześć lat później, jest tak dobrze, że nie wyobrażałam sobie w ogóle, że do tego punktu dojdziemy. To oczywiście nie tak, że nie wierzyłam, czy też nie wierzyliśmy we Franka. Bynajmniej. To była po prostu nasza strategia - nie oczekiwać cudów, robić, co się da, byle tylko skomunikować się z Frankiem. Mówiliśmy sobie, że jeśli mowa foniczna się pojawi, będzie super, jeśli nie, to szat rozdzierać nie będziemy, lecz szukać sposobu, aby ułatwić Frankowi porozumiewanie się z otoczeniem w sytuacjach codziennych tak, aby był on maksymalnie samodzielny.
Ale Franek gada - jak, usłyszycie za chwilę. Nadal roboty jest huk, lecz stale (choć bardzo powoli) poprawia się jakość artykulacji i wzrasta poprawność konstruowanych przez niego zdań, chłopak rozumie wszystko, wyzwaniem są zaimki dzierżawcze (osobowe coraz mniej), buduje zdania złożone współrzędnie, zdania podrzednie złożone wychodzą mu średnio (Franek kompletnie ignoruje spójniki). I jeszcze - największe zaskoczenie dla nas - CHCE, tak bardzo chce się uczyć czytać. A w nauce czytania AAC jest ogromnie ważne (za chwilę o tym napiszę).
I niech ktoś mi jeszcze powie, ze AAC rozleniwia, że wyrządza krzwdę dziecku, albo, że dziecko musi dorosnąć, żeby wprowadzić mu komunikację wspomagająca i/lub alternatywną. Ale jak bardzo dorosnąć? Tak do osiemnastki? Wiem, że gdyby nie AAC, Franek w życiu nie były na tym etapie rozwoju, na którym jest teraz, a gdybyśmy dopiero teraz, gdy ma on już 7,5 r., doszli do wniosku, że czas na AAC (bo jednak nie gada), to stracilibysmy najważniejszy czas - najcenniejszy okres sensytywny rozwoju mowy. 

Dziś, czas Franka jest tu.
Patrzcie, słuchajcie, i porównujcie.
Najpierw dwa nagrania z ubiegłego tygodnia - recytacja i piosenka. 
Franciszek występuje specjalnie dla Was :)




niedziela, 8 stycznia 2017

Franek i mowa, czyli o AAC kolejny raz. Część I

Mowa - nikt z nami nie rozmawiał o tym aspekcie rozwoju Franka w pierwszych kilkunastu miesiącach jego życia. W pewnym momencie sami się zorientowaliśmy, że chyba powinniśmy się zainteresowac tematem. Stało się to właściwie tylko za sprawą turnusów rehabilitacyjnych, na których mieliśmy kontakt z logopedami - zrozumieliśmy, że wszyscy w 100% koncentrują się na rehabilitacji ruchowej, a nikt z nami nie rozmawia o rozwoju mowy Franka. 
Oczywiste było dla nas, ze punktem wyjścia musi być praca nad komunikacją, a nie poszukiwanie cudownych metod na wydobycie głosu z Franka (na marginesie - tzw. manualne torowanie głosek jest dla mnie przemocą wobec dziecka i powinno być karane).  
Po podjęciu decyzji nastąpiło zderzenie ze ścianą, a właściwie z kilkoma ścianami. Pierwszą z nich byli lekarze - część z nich patrzyła na mnie jakbym postradała rozum (głuchy nie jest, to po kij mu te gesty/znaki???). W sumie do ukończenia 4 r.ż. przez Franka dwie lekarki powiedziały mi wprost 
- Pani będzie winna, że on nigdy nie zacznie mówić! 
- Jak będziecie migać i mu te obrazki pokazywać, to nigdy nie zacznie mówić! Przez panią właśnie! 
I dalej usłyszałam, że to ponoć dlatego, że miganie jest łatwiejsze niż mówienie - zadziwiająca, ale niestety dość powszechnie stawiana teza. 

niedziela, 1 stycznia 2017

Co było i co być może

Dobry to był rok w naszej rodzinnej mikroskali, w której punktem odniesienia jest Franek - nie ma co narzekać.
Było trochę stresów, nerwów okołofrankowych, ale to dzięki nim właśnie chwile odpoczynku i spokoju smakowały szczególnie.
Na naszej drodze stanęli wyjątkowi ludzie - (nie)zwykli, dobrzy, bezpieczni, tyle z nimi zdarzyło się rozmów zapadających w serce, tyle emocji ładujących energetycznie i dających punkt odniesienia dla tego, co zwykliśmy określać jako granice własnych możliwości. W tym wszystkim Franko idący pięknie swoją drogą - gadający, wkurzający (a jakżeby inaczej), rozczulający i cieszący sobą. Jest za co dziękować.
Czas podsumować 2016 i spróbować spojrzeć w 2017.