niedziela, 30 kwietnia 2017

"Prywatne dodatkowe korepetycje"

Po trudnym tygodniu chciałam już wrzucić  na majówkowy luz, niestety obejrzałam materiał TVN24 dotyczący projektu rozporządzenia o nauczaniu indywidualnym i postanowiłam luz odłożyć na jutro. Aż ciężko uwierzyć, że p. minister Machałek, odpowiedzialna za projekt rozporządzenia w sprawie nauczania indywidualnego, jako argumentu za organizacją NI w domu ucznia użyła następujących słów:
"Często się zdarza tak, że niektórzy traktują nauczanie indywidualne jako - może się tak zdarzać - jako prywatne dodatkowe korepetycje."

Przyznam, że w cofnęłam nagranie, bo sądziłam, że się przesłyszałam. Faktycznie zdarza się, że NI jest nadużywane przez niektóre placówki, które nie radzą sobie z uczniami niepełnosprawnymi - chcąc się pozbyć "problemu" wysyłają ucznia na NI bez możliwości uczestniczenia w zajęciach edukacyjnych (czyli zgodnie z modelem, jaki zamierza od września br. wdrożyć MEN) - jest to praktyka absolutnie naganna. Nigdy w życiu nie słyszałam, czy to od rodziców, czy od nauczycieli, by chcieli traktować NI jako prywatne, dodatkowe korepetycje. Dodatkowe do czego? Przecież w ramach NI dziecko w klasach I-III ma zagwarantowane zaledwie 6-8 godzin pracy z nauczycielem, w klasach IV-VI 8-10 godzin TYGODNIOWO. Do tych godzin należy doliczyć rewalidację i ewentualne zajęcia z grupą rówieśniczą jak np. plastyka, muzyka, w-f (o ile dziecko ma NI z włączaniem do grupy rówieśniczej).
Oczywiście należy ukrócić praktykę radzenia (czy też raczej nieradzenia) sobie z uczniem niepełnosprawnym poprzez  wysłanie go na NI, pytanie tylko, czy z powodu takich praktyk należy wylewać dziecko z kąpielą i odbierać wszystkim dzieciom z orzeczonym NI możliwość nauki w szkole? Czy nie byłoby lepiej ukrócić działania niekompetentnych placówek, które nie potrafią pracować z uczniem niepełnosprawnym lub też które nie są w stanie zapewnić takiemu uczniowi odpowiednich warunków, bo organ prowadzący to uniemożliwia nie wydając zgody na odpowiednią organizację zajęć. Czy wprowadzenie NI tylko w domu ucznia sprawi, że takie placówki staną się nagle wzorem edukacyjnych cnót wszelakich? Śmiem wątpić.

W innym materiale pani mister deklaruje, że dobrze rozumie niepokój rodziców, że zgadza się z nami, że "dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, w tym dzieci niepełnosprawne, ani nie powinny być zamykane w domu, ani nie powinny być zamykane w jakiś osobnych grupach i izolowane" (źródło). Potem pani minister mówi, że nadal będzie możliwe NI z zajęciami w grupie, następnie, że NI to co innego - można się pogubić w interpretacji. W dalszej części rozmowy jest już tylko ciekawiej. W dość dużej grupie rodziców dzieci niepełnosprawnych staraliśmy się zinterpretować słowa pani minister i...kiepsko nam szło. Z wypowiedzi pani minister można wywnioskować bowiem, że dziecko z OKS miałoby najpierw zajęcia z rówieśnikami w klasie, potem zaś - jeśli czegoś nie zrozumie - miałoby iść na zajęcia zajęcia wyrównawcze. A co z rewalidacją? Ile godzin na zajęciach miałoby więc spędzać w szkole dziecko niepełnosprawne?
Poza wszystkim osoba niemająca kontaktu z rzeczywistością oświatową dzieciaków niepełnosprawnych mogłaby po wysłuchaniu tego ostatniego materiału pomyśleć, że przesadzamy na całego - przecież dziecko będzie miało, zgodnie ze słowami pani minister, swój własny indywidualny program edukacyjny, po co mu NI? Ergo: będzie lepiej. Y-y, taki program już teraz ma każde dziecko z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego (czyli OKS) - do tej kwestii wrócę na końcu wpisu. To po prostu tzw. IPET - indywidualny program edukacyjno-terapeutyczny. Żadna nowość. W tym programie jest zapisane, jakiego rodzaju wsparcia potrzebuje dziecko, inną sprawą jest sposób realizacji IPETu.
Gdy do tego dołoży się kolejne puzzle w postaci interpretacji rozporządzenia o zmianie funkcjonowania poradni psychologiczno-pedagogicznych (1. Stanowisko ZZRP w sprawie projektu dotyczącego standardów pracy poradni, 2. Co dla rodziców i dla szkół oznaczają nowe standardy pracy poradni wg. projektu MEN i ORE), to nie wiadomo - bardziej się bać czy krzyczeć z bezsilności...

Chciałabym, abyście wiedzieli, jak można otrzymać orzeczenie o owych "prywatnych dodatkowych korepetycjach", żebyście mieli świadomość, że to nie jest przysłowiowa bułka z masłem
Rodzice dziecka składają w poradni psychologiczno-pedagogicznej wniosek o wydanie OKS (orzeczenie o kształceniu specjalnym). Orzeczenie takowe przysługuje dzieciom z
- niepełnosprawnością ruchową (w tym z afazją),
- niesłyszącym, słabosłyszącym,
- niewidomym, słabowidzącym, 
- z upośledzeniem umysłowym w stopniu lekkim, umiarkowanym, znacznym,
- z autyzmem, w tym z zespołem Aspergera,
- niepełnosprawnościami sprzężonymi.
Jeśli według lekarzy stan dziecka wskazuje na to, że musi ono mieć NI, wówczas składają wniosek o wydanie orzeczenia o potrzebie nauczania indywidualnego. 
Do wniosków (i o OKS i PNI) załącza się zaświadczenia lekarskie, które - jeśli lekarz uzna to za stosowne - mogą zawierać informacje dodatkowe, specjalne zalecenia dla dziecka. To komisja w poradni psychologiczno-pedagogicznej decyduje po dokładnej analizie dokumentacji dziecka oraz po jego zbadaniu, czy dziecko ma otrzymać dany dokument.
Napiszę Wam, jak było u Franka - my złożyliśmy wniosek o OKS, w ogóle nie celowaliśmy w NI. Do wniosku załączone były 3 zaświadczenia lekarskie oraz opinie od psychologa i logopedy. W poradni nasz chłopak odbył w sumie trzy spotkania (2 x 2 godziny, 1 x 1 godzina). Cały ten proces diagnostyczny trwał ponad miesiąc. Następnie otrzymaliśmy zaproszenie na spotkanie z zespołem diagnostycznym, podczas którego dowiedzieliśmy się, że wobec stanu zdrowia Franka (zaświadczenia lekarskie) i na podstawie przeprowadzonych obserwacji i wyników testów zespół jest zdania, że najlepszym wyjściem dla Franka będzie NI z włączaniem do grupy rówieśniczej (nie w domu, bo NI tylko w domu byłoby dla społecznego rozwoju Franka rozwiązaniem złym). Rozmowa była naprawdę długa - trwała ok. 2 godzin. Nic po łebkach, nic na odwal - padały rzeczowe argumenty, z którymi trudno nam było się nie zgodzić.
Widzicie więc, że nie da się załatwić owych "prywatnych, dodatkowych korepetycji" pod stołem, nie da się na piękny uśmiech. A że bywa nadużywane przez placówki, które nie radzą sobie z niepełnosprawnymi uczniami - owszem, bywa. Rozporządzenie zamykające dzieciaki w domach NIC w tym obszarze nie zmieni - trzeba walczyć z patologią, reagować na głosy rodziców głośno mówiących, w których placówkach naruszane są zapisy OKS, gdzie ich dziecko jest wypychane na NI, a nie wylewać dziecko z kąpielą i upychać wszystkie dzieci do dwóch czy trzech szufladek.

W rozmowach z rodzicami dzieciaków niepełnosprawnych zastanawiamy się, jakie będzie kryterium doboru nauczycieli do NI, jeśli zostanie ono ograniczone tylko do nauczania w czterech ścianach domu. Obawiamy się, że pierwszym i najważniejszym będzie posiadanie prawa jazdy i sprawnego auta...
Posłuchajcie - Twój problem - moja sprawa, p. Anna Gmiterek-Zabłocka o obawach rodziców i sytuacji dzieci z afazją. Mocny materiał. 
Przeczytajcie:
- stanowisko Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka,
- stanowisko Rzecznika Praw Dziecka,
rozmowę z mamą Kacpra, którego losy znam z pierwszej ręki i wiem, że jego mama i tak bardzo łagodnie się wypowiedziała - ze strachu, by nie została zidentyfikowana,
- wpis blogowy Matki Histeryczki od autysty,
- wpis blogowy taty Julki,
- o obawach mamy Grzesia - O tym jak rzad zmienia nasze życie
- zajrzyjcie także do Laury - zła zmiana.
Obejrzyjcie także materiał, w którym my występujemy - TVN24, Polska i świat.
Trwają konsultacje społeczne projektu rozporządzenia o NI. My jesteśmy społeczeństwem, to jest nasz głos. Czy zostanie wysłuchany? 
Wejście rozporządzenia o NI w życie będzie oznaczało prawdziwy dramat dla setek dzieciaków niepełnosprawnych.

Jeśli po obejrzeniu, przeczytaniu i wysłuchaniu podlinkowanych tu materiałów uważacie, że powinno pozostać w mocy rozwiązanie, jakie było możliwe do tej pory - elastyczne, dostosowujące się do dziecka a nie dziecko do przepisów, proszę, podpiszcie petycję Fundacji Prodeste w sprawie rezygnacji z projektu rozporządzenia w sprawie nauczania indywidualnego


Ps. A tak po ludzku, jako mama Franka powiem Wam, że mam dość. Dość śledzenia rozporządzeń, dość siedzenia jak na beczce z prochem, dość wyszarpywania normalności. Marzę o tym, by móc się skoncentrować tylko na bieżących kwestiach związanych  z rehabilitacją Franka i jego problemami zdrowotnymi, bo w końcu to jest najważniejsze. Wiem jednak, że jeśli nie będziemy starali się zawalczyć dla naszych dzieciaków, jeśli będziemy siedzieć cicho, to właśnie one najbardziej na tym stracą. A one o siebie same nie zawalczą.

13 komentarzy:

  1. Jestem przerażona! To już wygląda na rywalizację -kto spieprzy więcej, bardziej, szybciej. Krnąbrni, sfrustrowani, niekompetentni, płytcy, małostkowi, pozbawieni jakiejkolwiek wyobraźni i wrażliwości. Jedyne argumenty to "nie bo nie" "tak bo tak".
    Jest mi przykro i ze względu na rodziny, których niepełnosprawność dotyczy bezpośrednio, ale jest mi przykro również ze względu na rodziny dzieci zdrowych, które też tracą a często sobie nie zdają z tego sprawy. Tracą bardzo ważną lekcję - dostrzegania świata takim jakim jest. Dostrzegania problemów ludzkich. Szykuje się nam pokolenie ludzi bez wyobraźni bez wrażliwości.
    A nauczyciele? Są tak samo przerażeni jak rodzice. ....też mam wiadomości z pierwszej ręki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się składa, ze z powodu realizacji warsztatów z nauczycielami jeżdżę teraz dość dużo po Polsce i mam okazje rozmawiać z nauczycielami i dyrektorami placówek z róznych miast i różnych typów szkół i przedszkoli. Poraża także ich niepewność i strach przed tym, co się będzie działo od 1.09. Ostatnio analizowałam z pewną panią dyrektor rozporządzenie z marca 2017 w sprawie szczegółowej organizacji publicznych szkół i publicznych przedszkoli. Tam w paragrafie 9 jest mowa o rewalidacji dla dzieci w wieku przedszkolnym: 3-4 latki mają jej mieć 15 minut, 5-6 latki 30 minut.. Organ prowadzacy zinterpretował ten zapis, że dotyczy on 1 tygodnia, ale też nie są pewni. W tej chwili dzieci w tej placówce mają do 60 min zajęc rewalidacyjnych. A ja pamiętam Franka w tym wieku i wiesz, czasem 20 min trwał wstęp do zajęć, aby młody w ogóle rozpoczął pracę. Gdyby ten zapis istniał, gdy on miał tyle lat, terapeuci do 4 r.ż zapewne nie zrobiliby z nim nic.

      Usuń
  2. Mnie przeraża jeszcze jedno - diagnozowanie dzieci w szkołach. Owszem są nauczyciele, którzy wiedzą, co to afazja, mutyzm,autyzm itp. Jednak są wciąż i tacy, co twierdzą,że dysleksja to wymysł współczesności, bo kiedyś, jak dzieciak pisał z błędami, dostał lanie i po problemie ( To oczywiście cytat). Znam też takich - zarówno nauczycieli, jak i rodziców, którzy pochwalają izolowanie dzieci różniące się od innych, czy to wyglądem czy zachowaniem. I jeszcze jedno - na takie nauczanie w domu trzeba dojść lub dojechać,a to zajmuje czas i zwiększa wydatki. W ciągu 13 czy 14 lat mojej pracy miałam z dziesięcioro dzieci mających nauczanie indywidualne - tylko dwoje z nich realizowało je w domu, a i tak różnie z tymi kontaktami rówieśniczymi było.
    Mam nadzieję, że jednak ustawa nie wejdzie w życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką nadzieję mamy i my. Choć przyznam szczerze, że z każdym publicznym wystapieniem pani minister staje sie ona coraz mniejsza...

      Usuń
  3. Oglądałem wypowiedź wiceministry i jestem w szoku. Kobita nie wie co "serwują" dzieciakom. Napisałe o tym u siebie. Człowiek każdego dnia musi sprawdzać menowską stronę i z przerażeniem sprawdzać czy nie pojawił się kolejny "kwiatek".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za informację - uzupełniłam we wpisie listę lektur obowiązkowych dot. NI.
      Z tym sprawdzaniem stron mam dokładnie tak samo..

      Usuń
  4. Szczęśliwi ci którzy mają zdrowe dzieci

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziwne, że dopiero teraz masz dość, patrzę na Ciebie od lat i zastanawiam się skąd bierzesz te pokłady sił na walkę i to skuteczną :) Co do "nowego", to nie mam nic do napisania, to mnie przerasta i bardzo się (egoistycznie) cieszę, że nie mam w tej chwili takiego problemu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Franek mnie napędza.. Nie wiem, jak długo stan ten będzie trwał, ale póki trwa, póty w zielone gramy.

      Usuń
  6. To porównanie do korepetycji niestety może znaczyć tylko tyle, że ktoś nie zna w ogóle tematu NI choć powinien znać dobrze, to przerażające. Mnie natomiast przerażają przepisy dot. diagnozowania dzieci w szkołach zamiast w ppp. Kto w szkole miałby otoczyć dzieci pomocą psychologiczną? Nauczyciel, który często niestety nawet jako pedagog sprawdza się słabo!?

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak długo jeszcze będzie nam - rodzicom dzieciaków z trudnościami - pod górę?
    Ile jesteśmy w stanie udźwignąć? Nie ma troski o nasze dzieci. Nie ma troski o nich w przyszłości. Nie ma troski o nas - rodziców. Jestem zmęczona tak jak Ty, Agnieszko. Chcę być po prostu rodzicem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe jakby zachował/a się Pan/i Minister(naprawdę już nie wiem kto w naszym rządzie jest za co odpowiedzialny), gdyby tak jej dziecko było niepełnosprawne. Czy też za wszelką cenę chciał/aby żeby było skazane na wegetację w czterech ścianach swojego pokoju? A co z ideą szkół integracyjnych? Czyżby one miały zniknąć, bo w powyższej sytuacji chyba będą zbyteczne. A na pewno już przepełnione. Bo chyba większość rodziców jednak chciałaby, aby ich dziecko chociażby przez jakiś czas było ze swoimi rówieśnikami. Zresztą samo dziecko też tego potrzebuje - wiem to z autopsji...

    OdpowiedzUsuń

Drogi Anonimowy Gościu,
bardzo proszę, podpisz swój komentarz swoim imieniem, aby łatwiej było mi na niego odpowiedzieć.
Dziękuję