środa, 28 stycznia 2015

Skutki onego

Skutek nr 1
Skrzynka pęka - od zatroskanych maili Waszych, od maili zaprzyjaźnionych mam zmagających się z onym u swoich dzieciaków.
Wiemy, że nie jesteśmy sami - i w naszym strachu i w spotkaniach z onym.
Dzięki, że jesteście.

Skutek nr 2
Znowu uważniej patrzymy na Franka, cieszymy się bardziej ze szczegółów, które bez onego zapewne wywołałyby co najwyżej uśmiech na twarzy a teraz są źródłem euforii.
Bo Franio kolejny raz wyszedł dziś ze swoją grupą na przedszkolne podwórko.
Bo próbował (dramatycznie nieumiejętnie) obetrzeć łzy z buzi Antosi, z którą ma Tomatisa. Pierwsze otarte łzy damskie (!)
Bo tak bardzo kontrolował się cały dzień i starał, by nie krzyczeć, gdy Antosia płakała.
Bo rozumiał, że to może Antosię jeszcze bardziej wystraszyć.
Bo poprosił dziś o przeczytanie czterech bajeczek przed snem (w końcu trzeba nadrobić pięć lat).



Skutek nr 3
Odświeżyliśmy pamięć - jak to z onym bywało.
Co nam da życie z onym pod rękę do 12 lutego? Kolejne wulkany na żołądku? Siwe włosy? Nerwową atmosferę w domu? Bez sensu.
Poza wszystkim mam jakieś takie omnipotentne przekonanie w sobie, że lekarze ZNOWU się mylą. 
Ktoś mi zabroni? Niech tylko spróbuje! Nawet dobrzy lekarze się mylą. No.
W związku z tym - patrz skutek nr 2. 
Jakby tego było mało:
- W sobotę idziemy z naszymi robalami do ZOO. Może Franc przestanie widzieć w co drugim mężczyźnie goryla? (Tak mi ciągle głupio za pana akustyka).
- W niedzielę idziemy z Francysiem do kina na poranek - pierwszy raz w jego życiu!! Czy ja pisałam, że w ubiegłą niedzielę byliśmy z Krasnalem zobaczyć kino, pani kierownik weszła z nami do sali, w której są poranki dla dzieci (sala tylko dla Franca - to się nazywa Hameryka po opolsku, panie), Francik wypróbował fotel, wciągnął popcorn karmelowy i stwierdził, że to fajne miejsce. Z tak pozytywnym nastawieniem chłopaka ruszamy w niedzielę rano na projekcję bajek. Ależ to wyzwanie dla Francysia!
(Wizytę w kinie zaczęliśmy załatwać z tydzień wczesniej. Znowu się okazało, że wszystko zależy od dobrej woli, empatii i chęci pomocy drugiemy człowiekowi - kierownictwo opolskiego Heliosa bez problemu zgodziło się pomóc Frankowi w bezstresowym zapoznaniu się z kinem).




Skutek nr 4
Starym indiańskim zwyczajem zgłosiłam nasz blog do konkursu Blog Roku 2014. Trza o Francu opowiadać, nieprawdaż? Głosowanie będzie trwało od 3 do 10 lutego. To też piękny zajmowacz myśli jest. W kwestii głosowania odezwę się 3 lutego.


Taki sobie plan aktywności na najbliższe dwa tygodnie ułożyłam. 
Bez onego.
Niech spada kurdupel.





Ps. Noo tak się chwalę, jakbyśmy sami tak do wszystkiego doszli. Guzik prawda. Gdyby nie 'ciocia Monika' (naczelna terapeutka Franca) to guzik by ze zwalczania onego było. Jak dobrze, że jest ... właśnie tak. To była barrrdzo dobra decyzja. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

On

Niepożądany, nielubiany a czasami wręcz znienawidzony (i to mimo, że nienawiść to bardzo destrukcyjne uczucie).
Zapewniam, że nie ma sposobu, by kurdupla polubić, przyzwyczaić się do niego, zaakceptować, ba - choćby tolerować.
Nic z tego.
Nie da się.
Chce człek odpocząć, wyluzować a ten przyłazi i męczy i mędzi i nie odpuszcza. 
Pospałby człowiek w nocy jak człowiek, a ten znowu przyłazi i spać nie daje. Rysuje scenariusze czarniejsze niż noc.
Mówisz - idź w cholerę, odczep się, paszoł won. Nie trafia nic. Możesz prosić, błagać, przeklinać, krzyczeć - nic. 
Nie da się kurdupla pozbyć. 
Uparty jest wyjątkowo - straaachhhhh.


Pani prof. też jest za diagnostyką. Jutro kolejna z nią rozmowa. Ma nas skontaktować ze swoim kolegą po fachu, aby Francik miał diagnostykę we Wrocławiu a nie w CZD. 
W ogóle nie trafia do nas to, co się teraz dzieje. 

niedziela, 25 stycznia 2015

Tomatis 1 etap, drugi tydzień

Oto najważniejsze nasze obserwacje w drugim tygodniu tomatisowania: 
- Franio zrobił się niezwykle pogodny, taki pozytywnie łobuzujący, dziecięcy, przekorny. Zawsze był pogodnym dzieckiem, ale teraz jest taki jakiś inny, pogodniejszy. Nawet jeśli się zdenerwuje, to owo zdenerwowanie nie przeradza się natychmiast w emocjonalne trzęsienie ziemi, mało tego - w takiej sytuacji daje sie łatwo rozśmieszyć - wystarczy zacząć go przedrzeźniać, przekręcając przy tym jakieś słowo a już chłopak zaczyna śmiać się w głos. To jest cudne.
- Franula zrobił się niezwykle emocjonalny, w pozytywnym tego słowa znaczeniu - potrzebuje kontaktu z nami, przytula się co chwilę, znowu zaczął przychodzić do nas w nocy i od razu się wtula w któreś z nas. To jest dla nas niesamowite doświadczenie - niezwykłe, piękne i rozczulające. Pierwsze symptomy było widać już w ubiegłym tygodniu, w tym Krasnal rozszalał się na dobre. Po raz pierwszy, najpierwszy w życiu poprosił także o czytanie bajek do snu!! Od wtorku codziennie są bajki! Nie zasypia już tak "sterylnie" - sam, położony do łóżka, zamkniete dzwi i po sprawie - chce naszej bliskości, chce, aby poczytać mu na dobranoc jakąś opowieść. To też jest piękne. Zupełnie nowe doświadczenie dla nas.


piątek, 23 stycznia 2015

Sprawa jest pewna

Wczoraj późnym południem zadzwoniła do mnie ciotka Ela - jedna z naczelnych ciotek kibicujących i wspierających. Ela w formie jest kiepskiej, bo w szpitalu leży, morale do bani, bo wiadomo jak sam szpital na człowieka działa, jeszcze operacja poważna przed ciotką. Jakby tego było mało - w domu, na drugim końcu Polski, pan mąż sam z mocno nieletnim dziecięcem pozostał, więc generalnie...kiepsko jest. Pogadałyśmy trochę, na koniec rozmowy Ela prośbę wyartykułowała: 
- Weeeeź napisz coś na blogu, żebym co czytać miała.
Jak kobicie w takiej sytuacji odmówić?
Z braku pomysłów na podnoszący na duchu ciotkę Elę wpis, postanowiłam poprosić Frania o pomoc. Przeprowadziłam z synem poważną rozmowę, którą nagrałam. Nagranie jednak absolutnie nie nadaje się do publikacji, więc zamieszczam jeno zapis rozmowy.

- Ciocia Ela jest w szpitalu. Wiesz jak się tam czuje?
- [Płakać].
- Nooo, tak. A co powiemy cioci Eli? 
- ????
- Franio, noooo co ciocia Ela może robić w szpitalu, żeby nie była smutna?
- [Mierzyć ciśnienie] 
- Achaaaa. A co może jeszcze robić ciocia Ela, żeby nie była smutna w szpitalu?
- [Sztuczne oddychanie]
- Sztuczne oddychanie?????
- Tak.
- Nooo dobrze, a co jeszcze może robić ciocia w szpitalu?
- [Bawić się] [karetka]
- I co jeszcze?
- [Jeść] [ciasteczko]
- I co jeszcze?
- [Czytać książki]
- I co jeszcze?
- [Pić]
- Pić???????? A co można pić w szpitalu?
- [Woda]
- A czy myślisz, że ciocia Ela może pójść na spacer w szpitalu?
- Tak.
- A z kim?
- [Wujek Radek]
- Wujka Radka nie ma w szpitalu!
....... przetwarzanie informacji.......
- A co ciocia może robić w szpitalu, żeby była szczęśliwa?
- [Śmiać się]

Elu, taka jest Frankorecepta na przetrwanie szpitala - musisz znaleźć sobie kogogoś, komu wykonasz sztuczne oddychanie, potem zmierzysz sobie ciśnienie, następnie pobawisz się karetką a na koniec pójdziesz na spacer z jakimś przystojnym pacjentem pogryzając ciasteczko i popijając wodę... Tylko nie zapomnij się uśmiechać!

Na koniec jeszcze popis wokalny Frania dla Ciebie specjalnie poczyniony wczoraj wieczorem - krótki, ale z serca płynący.




To co, ślemy Eli wsparcie po łączu internetowym, żeby nam się Frankociotka lepiej poczuła? 

niedziela, 18 stycznia 2015

Samogłoski i DSwMG

Znowu zaniedbałam trochę lekcje migowego z Franiem.
Dziś proponuję powrót do początków i naukę samogłosek.
Bierzemy więc na warsztat samogłoski 
A   U   I
E   Y   O
A tak samogłoski miga Franio
(filmik nagrany wczoraj wieczorem specjalnie dla Was)




A teraz czas na sprawę bardziej skomplikowaną - Francik nauczył się literować w j. migowym pierwszy w życiu wyraz! To było dla niego prawdziwe wyzwanie.
Nie wszystkie nazwy mają swoje odpowiedniki - znaki w j. migowym. Niektóre wyrazy trzeba literować, m.in. zdecydowaną większość nazw własnych. Do nich należy nazwa ulubionego sklepu Krasnala (ulubiony, bo można w nim wyścigi małym wózkiem urządzać a na koniec jeszcze zjeść frytki i pobawić się). 
Oto IKEA we frankowym wykonaniu:




Owocnej nauki


***
Jest już okładka naszej książki. Jej autorką jest Anna Kloza-Rozwadowska. Opublikowałam projekt już na FB, ale nie mogę sobie odmówić publikacji i tutaj.
Praca nad książką wchodzi w decydujący etap, ostatnie miesiące były naprawdę pełne pracy - ustaleń, zmian, cyzelowania tekstu i także w związku z tym pełne stresu. Przed nami jeszcze trochę pracy, ale już w sumie nie zostało dużo. Trzymajcie kciuki za ten ostatni bardzo ważny etap proszę.




piątek, 16 stycznia 2015

Tomatis - pierwszy tydzień

Zgodnie z obietnicą krótka relacja po pierwszym tygodniu pierwszego etapu Tomatisa.

Cały pierwszy etap to 30 godzin. Codziennie Franio ma zajęcia przez 2 godziny zegarowe, więc ten etap będzie trwał trzy tygodnie. Cena pierwszego etapu to 1.500 zł, przy czym rodzic towarzyszący dziecku także bierze udział w trening słuchowym. Terapeutka prowadząca zajęcia ostrzegała nas, że reakcje dzieci są bardzo różne - czasem następuje wyraźne pogorszenie się zachowania, dzieci są płaczliwe, nerwowe. Za to efekty bywają czasem wręcz spektakularne - zdarza się, że dzieci nawet przestają używać pieluch! Raczej normą jest to, że dzieciaki stają się bardziej kontaktowe, poprawia się koncentracja, uwaga słuchowa i mowa czynna. Już podczas pierwszego tygodnia terapii powinniśmy zauważyć jakieś efekty. Terapeutka podczas pierwszego spotkania zastrzegła jednak, że aby cały trening  miał sens, dziecko musi przejść przynajmniej dwa etapy Tomatisa. Drugi etap jest o połowę krótszy.



niedziela, 11 stycznia 2015

Nadwrażliwość słuchowa

"Nadwrażliwość słuchowa (ang. hyperacusis) to przykre, czasami wręcz bolesne odczuwanie dźwięków otoczenia o natężeniu mniejszym niż 100-90 dB HL"
Nadwrażliwość słuchowa może występować m.in. u ludzi z autyzmem i u tych z niedosłuchem. Najwięcej zdziwienia wywołuje chyba fakt, że człowiek słabosłyszący może mieć nadwrażliwość słuchową - przecież on NIEdosłyszy. Jest to jednak możliwe. 

"Nadwrażliwość na dźwięki może towarzyszyć szumom usznym lub niedosłuchowi, ale dość często występuje również w izolowanej postaci. Szacuje się, że w około 40% przypadków nadwrażliwość słuchowa współistnieje z szumem usznym. W Polsce nadwrażliwość słuchową zgłasza ponad 15% dorosłego społeczeństwa."

"Jak powstaje nadwrażliwość słuchowa?
W układzie nerwowym człowieka działają bardzo silne mechanizmy wyrównawcze zwane kompensacyjnymi. Oznacza to, że w przypadku uszkodzeń w obwodowej części narządu słuchu (ucho zewnętrzne, środkowe i wewnętrzne) układ słuchowy stara się wyrównać zmniejszoną ilość informacji docierających do ośrodków centralnych poprzez efekt wzmocnienia w drogach słuchowych. Dźwięki, które nie powinny być przykre stają się "nie do zniesienia", wywołując uczucie dyskomfortu lub nawet ból w uszach."
Nasz Franek też ma kilka takich "bolących dźwięków", przy czym nie chodzi o ich głośność. Często są one dość ciche a mimo to sprawiają, że nasz chłopak nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Jest już całe szczęście zdecydowanie mniej niż na początku terapii słuchu - Franc rozpoczął ją trochę ponad trzy lata temu - ale niestety nadwrażliwość ciągle bardzo skutecznie utrudnia Krasnalowi życie. 

Jutro Franio zaczyna pierwszy etap treningu słuchowego Tomatisa. Trwał będzie on dwa tygodnie - codziennie przez dwie godziny zegarowe. Zastanawiamy się, jak Franio zareaguje i czy będą jakieś efekty terapii. Marzy nam się, aby Franiowa nadwrażliwość słuchowa się zmiejszyła i poprawiła się jego uwaga słuchowa. Tylko tyle i aż tyle. Wiemy, że dziecko musi przejść minimum dwa etapy, żeby były widoczne jakieść efekty, ale super by było, gdyby już po pierwszym etapie coś się zadziało. Oczywiście będę relacjonowała nasze obserwacje i reakcje Frania.


czwartek, 8 stycznia 2015

Kółko, czajnik i kominek








A wczoraj był tonik:)



No i co? Logozagadka z tego naszego chłopaka, nieprawdaż?:)
Niby nie ma co się zastanawiac, rozmyślać i analizować, ale ja i tak to robię - jaki jest klucz logopedyczno-artykulacyjno-jakiśtam u tego naszego chłopaka??? 
Niezależnie od klucza - pięknie jest! :)
Oto stan Francysiowej mowy:
1. tak
2. nie
3. mama
3. tata
4. ja
5. byk
6. Jaś
7. joooojooo (= jajo)
8. buuum (=dom)
9. dżoooko (imię cudnego, pięknego, kochanego psiaka na kynoterapii)
10. kuuuuaa (= kura, raz wyszło Franysiowi piękne tylkojęzykowe r, prawie jak u śp. p. Lucjana Kydryńskiego)
11. kupa/dupa/pupa (= zupa)
12. mima (= zima)
13. diiiinia (= dynia)
14. paaapuuuba (= papuga)
15. zizia (= dzidzia)
16. klej
17. tonik (czasem wychodzi konik)
18. kółko
19. kaaanik (= czajnik)
20. kaaamiiimik (= kominek, mało doskonała wymowa jeszcze, ale po dzisiejszych - pierwszych! - zajęciach pani Magdy stara się chłopak z całej siły).

Dwadzieścia słów!!!!!!
Ale ruszył nam chłopak, cooo? :)


Ps. Dzisiaj Franio miał pierwsze zajęcia logopedyczne a p. Magdą (nowa logopedka w przedszkolu Frania z PZG) - pracował super. Pani Magda przerabiała z Krasnalem bajkę o ... kominku :)

niedziela, 4 stycznia 2015

Plany i zmiany

Plany na ten rok są następujące: zero hospitalizacji (tfu, tfu), już w drugiej połowie stycznia 1 etap Tomatisa, w późniejszych miesiącach zapewne i dalsze, powrót na hipoterapię (Franio oświadczył, że chce wrócić na konie - zooobaczymy wiosną), od najbliższego tygodnia do przedszkola na terapię logopedyczną będzie przychodziła do Krasnala inna pani logopedka z PZG, tak więc młody będzie prowadzony teraz przez dwie logopedki z PZG - p. Ewelina będzie miała z Krasnalem zajęcia po staremu w poradni a w przedszkolu zajmie się Frankiem p. Magda. Największą zmianą, rewolucyjną wręcz, jest to, że oddajemy naszego Frania w ręce (nomen omen) Manus Papilio, co oznacza, że rezygnujemy z terapii Krasnala w Prodeste.
Wyobrażam sobie miny przynajmniej części z Was. Widzieliśmy je już u kilku osób, które poinformowaliśmy o naszej decyzji. Postaram się w miarę krótko opisać najważniejsze powody podjęcia takiej decyzji.


czwartek, 1 stycznia 2015

Mechanizm taki

Znacie to - jest trudno, cholernie trudno. Stres i nerwy takie, że zdaje się, że dłużej już tak się nie da. 
I to nie przez dzień czy tydzień. Znacznie dłużej.
I potem zdarza się coś niezwykłego, zmiana o 180 stopni.
Nagle robi się...normalnie.
Jak się w tej normalności odnaleźć?
Co z sobą robić, gdy mówisz do dziecka, ono odpowada, zachęcasz do zabawy - ono się bawi, potem opowiada, że ten Józek i Zdzisiek, co w nocy fajerwerki strzelali, to złe ludzie są. 
I gdy na pytanie: Ile zjesz dziś naleśników na obiad, miga: 10. Albo 7, statecznie godzi się na 6 (a zjada 1)? 
I miga, że nie może się doczekać wyjazdu do babci i dziadka i z całych sił stara się daktylować (tzn. przeliterować w języku migowym) markę auta dziadka. 
I pyta, jak sie nazywają wszystkie dni tygodnia i z całych sił powtarza (miga) ich nazwy... 
I przychodzi i się tuli i miga, że kocha...
Co wtedy robić? Jak żyć?
Nie da się być normalnym, takim...emocjonalnie przewidywalnym.
Nie da się cieszyć normalnie, na spokojnie z takiego dnia.
Człowiek dostaje głupawki, jest na haju jakby balował przez całą noc sylwestrową a nie poszedł spać o godz. 1 jak dwaj zgryźliwi tetrycy (tak, wstyd nam ciągle z tego powodu).
Proszę się więc nie obruszać na rodzicielkę za dzisiejsze zdjęcie Frania i opis doń na FB.
Ba, radzę się przygotować na więcej, bo czuję, że to będzie piękny, zaskakujący rok.
Tak sobie omnipotentnie zaplanowałam.
A co! :)


Ps 1. Narozrabiałam trochę, wiem. Ale wszystko z radości.
Ps 2. Jezuuu, jak Wy mnie inspirujecie!!!
Ps 3. Wpis o planach na 2015 będzie po powrocie od dziadków (na wszelki wypadek robię sobie plan aktywności, żebym nie zapomniała).

środa, 31 grudnia 2014

Koniec roku

styczeń
Pięknie nam się kończy 2014. A może kończy się zwyczajnie, tylko my doceniamy teraz te zwykłe-niezwykłe drobiazgi, których nam tak bardzo brakowało? Może właśnie dlatego ta końcówka wydaje się nam taka wyjątkowa?
Drugie półrocze roku 2014 było dla nas bardzo trudne. Jesteśmy bardzo zmęczeni emocjonalnie, fizycznie chyba w sumie też. Nie lubię narzekać i jęczeć publicznie, zamiast tego staram się wyłapać te dobre chwile, nawet jeśli są to tylko sekundy. Dlatego też jeśli pisałam o trudnych wydarzeniach, to raczej między wierszami. Dzisiaj wdaje nam się, że poooowoli Krasnal zaczyna wychodzić na prostą - od wczoraj spacerujemy (jeszcze niespontanicznie, ale ważne, że wreszcie wychodzimy z domu), Franula ruszył artykulacyjnie, miga krótkie zdania, daje sobie tłumaczyć wiele rzeczy. Jeszcze jest ogromnie dużo "do wyprostowania", ale znowu mamy napęd i siłę do działania. Spod skóry jeszcze czasami wypełza lęk - może to tylko chwilowa poprawa, może to nic stałego?... ale nie chcę tak myśleć. Wolę wierzyć, że Franek musiał zrobić kilka kroków do tyłu, żeby znowu móc pójść do przodu.


styczeń
Najbardziej spektakularną akcją tego roku był bez wątpienia koncert charytatywny na rzecz Frania, z którego wszystkie pieniądze zostały przeznaczone na zakup systemu FM wspierającego słyszenie. Ogromnie się cieszymy, że wszystko się udało - i koncert i zakup sprzętu:) W kwestiach terapeutycznych nowy rok przyniesie dwie zmiany dla Frania, o tym napiszę jednak w kolejnym wpisie.
Ze spraw luźniej z Frankiem związanych - książka wreszcie finiszuje, jesteśmy na etapie obliczania kolejności stron, czekamy na projekt okładki. Mam więc nadzieję, że to już kwestia nie tyle dni ile najbliższych tygodni (tfu, tfu). Końcówka jest bardzo pracowita i stresująca. Zależy mi osobiście na jak najszybszym zakończeniu tego projektu, bo od jakiegoś czasu zaangażowałam się już w kolejny, tym razem baaardzo ważny dla Franka. Wprawdzie moja rola ogranicza się w nim do parzenia kawy i herbaty, ale i z takiej skromnej funkcji jestem bardzo dumna ;-) Mam nadzieję, ze już niedługo będę mogła napisać o tym nowym przedsięwzięciu. 


luty


Dziękuję, że byliście z nami w tym mijającym roku - cieszyliście się z sukcesów, sukcesików i sukcesiątek Frania, wspieraliście nas w trudnych chwilach często nawet nie wiedząc, że to robicie - po prostu byliście, nie ocenialiście, zawsze z tym samym zachwytem wpatrzeni w, jakby nie było, obce Wam dziecko*.
Życzymy Wam wszystkim dobrego roku 2015, dużo zdrowia dla Was i Waszych bliskich oraz spełnienia marzeń. 
Niech ten nadchodzący rok będzie spokojny, szczęśliwy i wart wspomnień.

* Obce dziecko to prowokacja ;-)

marzec

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

7 sierpnia 2014 - 5 urodziny

wrzesień

październik

listopad

grudzień



Do siego roku!

wtorek, 30 grudnia 2014

Cuda, panie!

30.XII.2014 r, ok. godz. 13:30- spacer nr 1



Najpierw bardzo nieśmiało, może z 5 minut na sankach, po tym czasie Francik dał sygnał, że chce już wracać do auta. Pod podejściu pod auto zaczęliśmy się z panem mężem rzucać śnieżkami i wtedy z Franuli wyszło prawdziwe dziecko! Natychmiast podjął zabawę, rzucał śnieżkami w tatę, mamę, sam uciekał przed śnieżkami rzucanymi przez nas:) W sumie cała akcja trwała z 20 minut a my nie mogliśmy się nadziwić, że się udało!!

Po godzinie 15 zdarzyła się niespodzianka nr 2 - udało nam się przekonać Frania do kolejnego spaceru! Na piechtę! Całe 45 minut! Myśleliśmy pod koniec, że nie przeżyjemy nadmiaru ruchu i tlenu ;-)


Cud? W jakimś stopniu zapewne tak. My jednak wiemy, ile wysiłku i pracy nad Frankiem kosztowało nas to jego półroczne niewychodzenie z domu, ile razy opadały nam ręce z bezsilności i wydawało się, że Krasnal już nie odnajdzie radości ze spacerów. Najbardziej baliśmy się, że jego strach przejdzie w fobię i nigdy już normalnie, na luzie, bez przygotowań, planu i innych "pomocy naukowych" nie wyjdziemy z domu. Te dwa dzisiejsze wyjścia też nie były spontaniczne, lecz dobrze przygotowane i, że tak powiem, o- i dopracowane terapeutycznie i psychologicznie. Tak czy inaczej to dla nas przełom absolutny! 
Mamy też pełną świadomość, że ów dzisiejszy cud spacerowy nie zdarzyłby się, gdyby nie Naczelna Wiedźma III RP, czyli Frankowa guru-psycholog. Pisząc te słowa wiem, że ryzykuję burę nieziemską za tę wiedźmę, ale biorę to na klatę - usprawiedliwia mnie stan niezwykłego poruszenia emocjonalnego ;-) Psycholog zrozumie ;-)

Franek, twoi starzy rodzice osiwieją przez ciebie któregoś dnia, kurdupelu kochany!!!! 




Ps. Gdzieś w tyle głowy jest obawa, że to może być radość przedwczesna. Bo tak trudno uwierzyć, że to zdarzyło się dziś naprawdę...

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozmowa z Franiem

Raz na jakiś czas umieszczam na stronie Frania na FB zapis ciekawych rozmów z synem. Ta, która zdarzyła się wczoraj, była na tyle szczególna, że postanowiłam ją zachować na blogu, aby nie przepadła w fejsbukowych czeluściach.

Franc trochę sobie wczoraj nagrabił. Po jakimś czasie doszło do małego łebka, że zrobił źle (oczywiście wcześniej było tłumaczenie i rysowanie, co było nie tak i jak powinno być - taka nasza codzienność). Gdy już adrenalina synowi opadła, przyszedł do mnie do kuchni i zamigał prośbę o coś (już nie pamiętam, co to było).
- Franio, czy ty nie powinieneś najpierw mamie czegoś powiedzieć?
- [Przepraszam]
- Rozumiesz, co zrobiłeś źle?
- Tak.
Tu Franio ponownie zamigał swoją prośbę.
- Franio, ty chyba powinieneś jeszcze coś mamie powiedzieć?
Sądziłam, że Franio jak zawsze zamiga mi zdanie powtarzane w naszym domu jak mantra: Nie wolno krzyczeć, trzeba mówić i migać. Tymczasem Krasnal spojrzał na mnie pytającym wzrokiem i po sekundzie - dwóch zamigał
- [Kocham cię]
................
Kurtyna

wtorek, 23 grudnia 2014

Świątecznie



Kochani,

życzymy Wam zdrowych Świąt Bożego Narodzenia w gronie rodzinnym, odpoczynku, spokoju, chwili zadumy 
i szczerych rozmów z najbliższymi.

Spokojnych i zdrowych Świąt!



Franulka dał z siebie wszystko, ale - jak widać - zmęczony jest Krasnalek. 
Jemu także przyda się chwila odpoczynku


środa, 17 grudnia 2014

Cffaniaczek przemawia

Kurcgalopek i sto spraw na raz na głowie (książka się wykańcza, ot co!) sprawiły, ze wena poszła precz i znaleźć jej nie mogę.
Pomyślałam więc, że poproszę syna o pomoc. Niech dziecię przemówi, skoro u mnie taki z tym problem.
- Franio, chooodź na sofę, porozmawiamy a tata cię nagra, dobrze?
A jest się czym chwalić w obszarze Frankogadania, bo w ostatnim czasie syn przemawia naprrrawdę zaskakująco!
I tak dwa-trzy dni temu w zachwyt wprawił nas syn wymawiający imię swojego kumpla z daleka, za którym już się baaardzo stęsknił.
Słuchajcie i zachwycajcie się, jako i my to czynimy ;-)


Aaaaaaaaaaaaaaa, czad, prawda??? :)
Jaśku, my wszyscy Cie uwielbiamy i czekamy na wizytę u nas!! 
A to czarne małe to mikrofon FM. Dałam Franiowi, żeby sobie chłopak posłuchał sam siebie:)



Tu mówię do mikrofonu FM. 
Taki komfort rozmowy z synem.



A na koniec synuś podsumował mnie za swój wkład w dzisiejszy wpis.



Gadzina mała!
Niech Was ten niewinny wyraz twarzy nie zmyli! ;-)


Ps. Krawat zakupiony specjalnie na Wigilię piątkową w przedszkolu a potem tę naszą domową.
Franc zada szyku ;-)

sobota, 13 grudnia 2014

Franek nie gęś...

...i swój język ma.
Całe szczęście jest to nie tylko jego język, ale i wielu innych ludzi.
Czy łatwo jest rodzicowi uczyć dziecko migać, gdy on sam (rodzic) jest osobą słyszącą? Nie, początkowo jest to ogromnie trudne. Pominę już wszystkie aspekty emocjonalne, które na początku tej drogi nie ułatwiają absolutnie niczego. Gdy jednak człowiek sobie uświadomi, że nie mowa dźwiękowa jest najważniejsza, lecz KOMUNIKACJA, wówczas sposób owego komunikowania się, jest już kwestią drugorzędną. Ważne, żeby młody człowiek miał możliwość porozmawiania z bliskimi, poinformowania o swoich potrzebach, czy też przekazania zaskoczonej rodzicielce, że...rozmowa z nią jest nudna... TAK!
Dziś "przerabialiśmy" z Franiem przymiotniki ciekawy i nudny.  Migać oba przymiotniki potrafi Krasnal bez problemu.
Zadawałąm dziecku pytania.
- Jaka jest książeczka "Turlututu"?
- [ciekawa]
- Jakie jest przedszkole?
- [ciekawe]
- Jaka jest nauka w przedszkolu 
- [ciekawa]
I tak jeszcze kilka pytań. Wszystko było dla Frania ciekawe.
Zaczęłam wątpić, czy Franc na pewno rozumie znaczenie tych przymiotników. W końcu spytałam:
- Jaka jest ta rozmowa z mamą?
- [NUDNA]!!

Ech, ta porażająca szczerość...;-)


A może Franio jednak nie do końca rozumie 
znaczenie przymiotnika nudny?.... ;-)

Tym sposobem zaczęłam dzisiejszy wpis trochę od końca.

Początkowo miganie miało być systemem wspierającym rozwój mowy Krasnala. Wszystko jednak wskazuje na to, że będzie to system alternatywny w stosunku do mowy dźwiękowej. Franio ma 5 lat i 4 miesiące, potrafi powiedzieć ok. 7 wyrazów, od kilku miesięcy bardzo ładnie wokalizuje, stara się powtarzac proste wyrazy, ale dość kiepsko mu to wychodzi. Naprawdę nie rozpaczamy z tego powodu, lecz cieszymy się, że jesteśmy w stanie porozumieć się z naszym chłopakiem. Mamy świadomość, że po jego przejściach, przy wszystkich obecnych problemach zdrowotnych i rozwojowych to prawdziwy cud, że młody tak dobrze radzi sobie z komunikacją i nauką j. migowego.
W wakacje spisałam i policzyłam znaki, którymi czynnie posługuje sie Franc. Było ich 130. Myślę, że teraz jest ich już blisko 150. Jeśli wziąć pod uwagę wiek biologiczny Krasnala i przeliczyć znaki na wyrazy, to faktycznie można powiedzieć, że to mała ilość. Jeśli jednak zmienimy punkt odniesienia i popatrzymy na to, ile Franio przeszedł, ile problemów ciągle ogranicza jego rozwój, fakt że dopiero od ok. 1,5 roku uczy się znaków w tempie naprawdę szybkim (wcześniej musiał zrozumieć, do czego potrzebna jest mu komunikacja posługując się dosłownie kilkoma znakami), to trzeba powiedzieć, że Franc jest mistrzem świata. Przynajmniej my, absolutnie nieobiektywni rodzice, tak uważamy.

Nasze twórcze bajki - ta z dzisiejszego poranka.

Mamy w domu trochę książek i publikacji do nauki j. migowego dla Frania - bajki, elementarz, "Szkolny słownik j. migowego", "Pierwsze kroki", "Leksykon języka migowego" - zdjęcia w nich bardzo pomagają Franiowi uczyć się migać. Korzystamy także z migaj.eu i spreadthesign.com. Od niedawna ważnym wsparciem jest dla nas także strona na FB Let's sign. Najważniejszą jednak osobą, której nie zastąpi żadna książka czy strona internetowa, jest p. Ewelina, Franiowa logopedka i surdopedagog z Polskiego Związku Głuchych w Opolu, która pracuje z Krasnalem od dwóch lat. 

Nauka z migam.eu

Czasem zdarzają się sytuacje podbramkowe, gdy na cito potrzebny jest jakiś znak, którego nie ma w żadnej z naszych książek. Co robić, gdy dziecko nie wie, jak zamigać Teletubisie, Bolek i Lolek, baton Lion, gdy brak prostego (dziecięcego) wariantu czekolady?  Tu pomógł nam fejsbukowy los. Pewnego dnia na profilu Frania odezwała się ciotka Jola. Zaprosiła nas ona do polubienia profilu Let's sign i... zaczęło się :) Jola & Co. to nasze pogotowie migowe. Wystarczy że wyślę prośbę o absolutnie niezbędny znak - czy to smsem, poprzez WhatsApp czy na FB, a Jola w ciągu kilku minut przysyła nam film. 
Ze względu na to, że dłonie Frania nie są tak sprawne jak u zdrowych dzieci, Franuś ucząc się migać modyfikuje wiele znaków. My jednak zawsze migamy mu znaki prawidłowo, nie zniekształcamy ich "na Frankową modłę", aby nie wytworzył się nasz rodzinny język, którego poza nami nikt nie zrozumie. Z czasem Krasnal miga znaki coraz lepiej i już tylko te najnowsze i najtrudniejsze wymagają dopracowania.


Poniżej przykład - Bolek i Lolek w wykonaniu Joli i Frania





Teletubisie


Wersja zaspanego Frania




W ubiegłym tygodniu załoga Let's sign przygotowała niezwykłą niespodziankę dla nas - film o Franiu. Z niewiadomych dla mnie przyczyn nie mogę go tu wstawić, odsyłam Was więc na YT - KLIK KLIK
Zainspirowana Franiem załoga Let's sign będzie nagrywała znaki dla dzieci i publikowała je co piątek . 
Niniejszym cały team Let's sign serdecznie pozdrawiamy 
i dziękujemy za pomoc.
Jesteście wielcy! :)

Dziś najważniejsze jest dla nas, że Franio potrafi sie komunikować. I to bardzo skutecznie, gdy mu na czymś zależy. Jakiś czas temu obserwowałam podczas sobotniego spotkania w przedszkolu (projekcja bajek i wspólna zabawa dzieci i rodziców), jak Franio chciał pożyczyć od chłopca bawiącego się na podłodze klocki. Celowo nie wkraczałam do akcji, bo chciałam zobaczyć, czy nasz chłopak sam da sobie radę. Chłopiec nie zauważył Franca, bo ten stał nad nim i jedynie migał proszę. Wobec braku reakcji chłopca, Krasnal rozejrzał się dookoła. Zobaczył mamę innego dziecka, podczedł do niej, wziął ją za rękę i podprowadził do bawiącego się chłopca. Następnie położył jej dłoń na klockach i dał znać, że chce się nimi bawić. Mama wytłumaczyła tamtemu dziecku, o co chodzi Frankowi. Chłopiec dał Krasnalowi zabawki i szczęśliwy Franc usiadł na dywanie, by się pobawić. Dał chłopak radę.

Tak to dziś wygląda.
Dobrze wygląda.
I co najważniejsze - Franc zaczyna wychodzić z półrocznego dołka. 
Wreszcie. 
O tym jednak napiszę innym razem.


Na zakończenie zagadkę zadaje ciocia Jola.
Pytanie brzmi: jaka to bajka? :)



niedziela, 7 grudnia 2014

Mikołaju, Mikołaaaajuuuu!

W miniony poniedziałek nadeszła druzgocąca wiadomość - naszemu prywatnemu Mikołajowi zza ściany wyskoczył dysk... Mikołaj zaległ w łożu bez ruchu. Strach blady padł na naszą rodzinę - jak wytłumaczyć Franiowi, że Mikołaj poległ, bo zapomniał, jak powinno się w Mikołajowym wieku podnosić ciężary? Całe szczęście w czwartek Mikołaj zapukał Morsem w łazienkowe rury i dał znać, że jest już na chodzie! Wpadł do nas z wizytą, po bożemu, w mikołajki. 
I to nie sam, lecz w towarzystwie dwóch pięknych Śnieżynek:)
A to było tak:

Ciasteczko, Mikołaju kochany?

Ale że tak...że wszystkie herbatniczki chcesz wziąć?.....