niedziela, 6 września 2015

Dla dzieci - o tym, co na uszach

Zdarza się, że słyszymy, jak dzieci pytają swoich rodziców:
- Co to jest to niebieskie, co ten chłopiec ma w uszach?
Rodzice odpowiadają wtedy, że są to aparaty słuchowe. Zazwyczaj dodają także, że gdy ktoś źle słyszy, nosi aparaty. 
Osoby obce, które nas nie znają, nie mają odwagi zapytać nas otwarcie o aparaty Franka, co doskonale rozumiem. Chciałabym więc dzisiaj opowiedzieć Wam trochę nie tyle o samych aparatach, lecz właśnie o tym niebieskim, co Franek ma w uszach. 
Są to wkładki silikonowe, które są połączone cienkim przeźroczystym wężykiem z aparatem słuchowym. Ten wężyk nazywa się dźwiękowód. Czy domyślacie się, dlaczego taką nosi nazwę? Taaak, bo dźwięk z aparatu słuchowego jest przekazywany za pośrednictwem tego wężyka do ucha, dlatego właśnie nazwa dźwięko-wód. 
Wkładki są robione specjalnie dla każdej osoby noszącej aparaty słuchowe, ponieważ uszy każdego człowieka są trochę inne - różnią się kształtem i wielkością. Poza tym rosną one cały czas tak samo jak np. nasze nogi i ręce. Z tego własnie powodu wkładki trzeba wykonywać dwa, a czasem nawet trzy razy w roku. Bardzo ważne jest, aby wkładka dokładnie pasowała do ucha - nie była ani za mała ani za duża, bo tylko wtedy do ucha dociera wyraźny dźwięk z aparatu słuchowego.

Przez wakacje Frankowi tak urosły uszy, że musieliśmy umówić się z panią Hanią, protetyk słuchu, aby wykonać wyciski do nowych wkładek. Protetyk słuchu to osoba, która zajmuje się doborem i strojeniem aparatów słuchowych oraz pobieraniem wycisków do nowych wkładek.
Najpierw pani Hania sprawdziła, czy Franek ma czyste uszy - czy w środku, czyli w kanale słuchowym, nie ma zaschniętej woskowiny. Woskowina jest bardo ważna, bo chroni kanał słuchowy przed uszkodzeniami,  ale osoby, które noszą aparaty słuchowe, mają często z nią problem - nie może się ona swobodnie wydostawać na zewnątrz, bo uniemożliwia to wkładka silikonowa. Czasem więc trzeba płukać uszy u lekarza, co nie jest bolesne, ale jest dość nieprzyjemnym zabiegiem. Są też specjalne preparaty, które psika się do ucha (to znaczy do kanału słuchowego) na noc, żeby woskowina w nocy wypłynęła z ucha. Pamiętajcie, że nie wolno czyścić uszu patyczkami higienicznymi, bo można w ten sposób uszkodzić błonę bębenkową! Kanał słuchowy jest dość krótki i wkładając do ucha patyczek higieniczny można łatwo zrobić sobie krzywdę. Woskowinę usuwamy tylko wtedy, gdy już ją widać na zewnątrz ucha, w małżowinie.
otoskop
źródło
Wróćmy do wizyty Franka u pani protetyk.
Do badania uszu służy otoskop. To lampka ze szkłem powiększającym, przez które można sprawdzić stan kanału słuchowego i błony bębenkowej. 
Na pewno mieliście już badane nim uszy u lekarza**.

Pani Hania sprawdziła najpierw przy pomocy otoskopu uszy Franka. Całe szczęście były czyste, to znaczy w kanale słuchowym nie było zaschniętej woskowiny.



Potem pani Hania włożyła do ucha Franiowi malutką gąbeczkę, której zadaniem jest ochrona błony bębenkowej przed masą, którą po chwili umieszcza mu w uchu. Z gąbeczki wychodzi nitka, dzięki której na koniec można łatwo wyciągnąć cały wycisk z ucha.




Następnie pani Hania wkłada specjalną zieloną masę do strzykawki (to przed nią błonę bębenkową chroni gąbeczka) i powolutku wstrzykuje ją do ucha Frania. To oczywiście absolutnie NIC NIE BOLI. Zresztą widzicie to na pewno po minie Franka.



No i teraz przychodzi najtrudniejsza chwila - trzeba siedzieć dwie - trzy minuty i czekać aż masa zastygnie. Franek zawsze wtedy wierci się na krześle i chce się podrapać w ucho. Pewnie przez tę masę trochę swędzi go ucho.



Gdy masa zaschnie, pani Hania wyjmuje wycisk. Potem tak samo wykonuje wycisk drugiego ucha. Na koniec pracy pakuje oba wyciski do pudełka, wzywa kuriera i wysyła je do firmy, która na podstawie wycisków robi wkładki do uszu. Frania wyciski pojadą aż do Poznania. Za dwa tygodnie odbierzemy od pani protetyk nowe wkładki.
Każde dziecko może zdecydować, jaki chce mieć kolor wkładek - Franek miał już czerwone, jasnozielone, przeźroczyste z gwiazdkami i niebieskie. Nowe wkładki także będą niebieskie.
Tak wyglądają aparaty połączone dźwiękowodem z wkładkami:
ta strona wkładki znajduje się wewnątrz małżowiny
tak wygląda wkładka widoczna z zewnątrz w uchu 

Czasem Franio nie nosi aparatów. O to też jesteśmy pytani - dlaczego na niektórych zdjęciach i nagraniach Franko jest bez aparatów? 
1. Bo czasem swędzą go uszy od wkładek, szczególnie jak jest ciepło, 
2. bo czasem musi przewietrzyć kanał słuchowy, żeby woskowina bez problemu wyszła z ucha, 
3. bo jak jest stan zapalny w uchu, wówczas nie wolno nosić aparatów słuchowych, 
4. bo aparaty mogą być w serwisie - mikrofony w aparatach trzeba regularnie czyścić, aby dźwięk był czysty,
5. bo aparatów słuchowych nie wolno nosić, gdy na dworze jest wilgotno lub pada deszcz; aparaty są jak małe komputerki - jeśli dostanie się do nich woda, mogą się popsuć; co kilka dni wkładamy aparaty Frania na całą noc do specjalnego urządzenia osuszającego, który działa na promienie uV, usuwa on nawet najmniejszą ilość wilgoci z aparatów; aparaty słuchowe są strrrrrrrrrrrrrrrasznie drogie, trzeba więc o nie bardzo dbać,
6. bo czasem Franek chce sobie odpocząć od świata dźwięków.
A czy jak Franek nie ma aparatów, to nie ma problemu z porozumieniem się z nim?
Absolutnie nie, bo Franek potrafi też "mówić rękoma", czyli migać i rozumie, gdy ktoś do niego miga. 



Jeśli na jakieś pytanie nie odpowiedziałam a coś jeszcze chcielibyście wiedzieć, to bardzo proszę, zadajcie pytanie w komentarzu pod tekstem (rodzice na pewno pomogą Wam w razie potrzeby). I nie obawiajcie się - nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. Nigdy więc nie obawiajcie się zadawać pytań.
Pozdrawiam Was serdecznie
mama Frania


** Dla rodziców - zawsze przy katarze lekarz pediatra powinien sprawdzić otoskopem stan błony bębenkowej pod kątem ewentualnego stanu zapalnego.

7 komentarzy:

  1. Cytuję Szymka " Jeszcze nie mam pytań, ale chyba potem będę miał. A o aparatach do zębów to kto napisze? Też Mama Frania?"
    Stał się więc tan blog bardzo ważnym źródłem wiedzy nie tylko dla rodziców ale i dla dzieci.
    Chapeau bas Mamo Frania! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Szymku,
      z niecierpliwością czekam na Twoje pytania.
      Niestety o aparatach na zęby nie napiszę, bo kompletnie się na nich nie znam :)
      Pozdrawiam Ciebie bardzo serdecznie:)


      Dorota, dzięki :)

      Usuń
  2. Jeśli to początek nowego cyklu to...bomba! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ciągle czekam na pytania od dzieci - one są najlepszą inspiracją :)
      Tak naprawdę dopiero u p protetyk wpadłam na to, że wkładki , wyciski itd to wcale nie jest oczywista oczywistość dla wszystkich.
      Już niedługo ukaże się nasza książka, nie chcę tutaj dublować jej treści, dlatego tak ważne są dla mnie pytania dzieci.

      Usuń
  3. Po raz kolejny zaskoczył mnie wpis na Franka blogu, oczywiście na plus. Gdybym nie wiedziała, że z wykształcenia jesteś mamo germanistką, to pomyślałabym, że mam do czynienia z specjalistką w dziedzinie słuchu. Naprawdę, bardzo rzeczowo zostało to wszystko ujęte. Ale tak to już chyba jest, że rodzice chorych dzieci w jakimś stopniu stają się specjalistami w danej dziedzinie medycyny.

    P.S. Mam dla Frania drobny, spóźniony prezent urodzinowy. Czy mogę go wysłać na podany na stronce adres mailowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina, nie ma innego wyjścia. Trzeba poznać istotę problemu, żeby pomóc dziecku..

      Na adres mailowy możesz słać wszystko :*

      Usuń
  4. To bardzo dobrze, że jesteś tak świadoma i wiesz, jak zachowywać się i korzystać z aparatu słuchowego. uwierz mi 70% osób nawet nie chce tego wiedzieć, mimo że sami noszą aparat albo ich bliscy go noszą.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Anonimowy Gościu,
bardzo proszę, podpisz swój komentarz swoim imieniem, aby łatwiej było mi na niego odpowiedzieć.
Dziękuję