piątek, 24 października 2014

O przedszkolu - rozwinięcie

Gdy bodaj w kwietniu/maju 2013 r. znaleźliśmy przedszkole, które chciało przyjąć Franka, byliśmy przeszczęśliwi. Najważniejsze było dla nas, aby Krasnal przebywał wśród dzieci, co w tamtym czasie było dla niego ogromnym wyzwaniem. O tym, czym tak naprawdę jest edukacja włączająca, mieliśmy bardzo blade pojęcie. Sądziłam, że to po prostu włączanie dziecka niepełnosprawnego do świata dzieci zdrowych i że to ono ma się w pełni do tego świata dostosować. Tyle. 
Franek przebywał w przedszkolu ok 3 godzin, dłużej nie dawał rady (bodźce, bodźce, bodźce). Pod koniec czerwca zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie powinniśmy zmienić przedszkola Frankowi. Swoimi wątpliwościami podzieliliśmy się z Frankowym Guru-Teamem, który nas poparł. Wtedy też od 'wujka Radka' dowiedzieliśmy się, że jedno z przedszkoli opolskich postanowiło postawić na edukację włączającą. Ta informacja była niczym prezent gwiazdkowy. Starałam się jednak z całych sił wyhamować radość i entuzjazm i na zimno ocenić sytuację (co, uwierzcie, w takich sytuacjach przychodzi mi z dużym trudem). Udaliśmy się na rozmowę z Dyrekcją przedszkola, żeby się dowiedzieć, jaka jest ich wizja edukacji włączającej i powiedzieć, jakie są nasze oczekiwania. Obawialiśmy się, że gdy Dyrekcja przedszkola zapozna się ze wszystkimi papierami Franca, po prostu odmówi przyjęcia Krasnala. Spotkań było kilka - rozmawialiśmy otwarcie. Nauczeni doświadczeniem mijającego roku szkolnego, wiedzieliśmy, co jest dobre i ważne dla Franka i na co musimy zwracać uwagę. Podczas tych spotkań usłyszeliśmy, że przedszkole dostosuje salę do możliwości i ograniczeń Frania, tzn. zdjęte zostaną np. zasłony z okien i założone rolety w neutralnym kolorze, ze ścian znikną rozpraszające obrazki, ustaliliśmy, gdzie zawiśnie tablica na piktosy Frankowe, odbyły się konsultacje z Guru-Teamem itd. Wszystkie zmiany w sali są - tak na marginesie - dobre nie tylko dla Franka, lecz także dla wszystkich dzieciaków - im mniej bodźców je rozprasza, tym łatwiej jest im się skupić i uczyć. 
W trakcie spotkań z Dyrekcją zdarzyła się jedna sytuacja, która rozłożyła mnie na łopatki - dostałam wzornik kolorów do ręki a Dyrekcja przedszkola poprosiła mnie, abym się zastanowiła, jaki kolor będzie najbardziej neutralny (czytaj: najlepszy dla Frania). Wszystko to brzmiało dla mnie jak bajka. Czekałam tylko na hak w całej tej historii. Myślałam sobie - jeszcze z tydzień poczekam, żeby napisać tu o przedszkolu, a nóż coś "wylizie"?  A może po miesiącu powiedzą nam, że Franc jest jednak zbyt "mocnym zawodnikiem" i się do tego przedszkola nie nadaje? Nic takiego się nie stało. Wprawdzie we wrześniu pojawił się problem grubszego kalibru, lecz wystarczyło jedno spotkanie i sprawa została załatwiona. Wystarczy chcieć.


Krasnal jest w nowym przedszkolu od lipca, od września regularnie uczęszcza na zajęcia dydaktyczne. Ma otwarte i refleksyjne nauczycielki w grupie, Martyna jest jego nauczycielką wspierającą (Ewa wspiera teraz kumpla Frania, Łukaszka), dzieciaki z grupy Frania codziennie uczą się kilku znaków z języka migowego, w przedszkolu Franio ma arteterapię, kynoterapię i zajęcia logopedyczne. Jest lepiej niż mogłam przypuszczać i niż się spodziewałam. To znaczy jest...normalnie. Tak jak powinno być. My nie oczekujemy gwiazdki z nieba, marzy nam się "tylko" trochę normalności. Jesteśmy otwarci na rozmowę, mamy świadomość tego, że Franka nie jest łatwo prowadzić. Wiemy to aż nadto dobrze. Gdy przyszliśmy na rozmowę z Dyrekcją, powiedzieliśmy, że marzy nam się, aby Franek przebywał po 5 godzin dziennie w przedszkolu, aby stworzono mu takie warunki, by dał radę a potem nie odreagowywał nadmiaru bodźców w domu. Już teraz standardem są 3,5-4 godz., raz Francik był nawet 4,5 godz.! Krasnal ma obowiązki jak wszystkie pozostałe dzieci, co dla nas też jest ogromnie ważne - był już dyżurnym, wycierał stoliki, nakrywał do obiadu itd. W tym tkwi sedno edukacji włączającej - przedszkole dostosowało się do ograniczeń Franka, ale wymaga od niego tego samego, co od dzieci zdrowych. Franek uczy się funkcjonowania wśród zdrowych rówieśników a dzieciaki z grupy Krasnala uczą się otwartości na drugiego człowieka, na jego odmienność. uczą się także języka migowego. Tym sposobem obie strony mogą tylko zyskać.


Z coraz większym strachem jednak spoglądamy w przyszłość Franka - wybór szkoły przeraża nas. Nie dlatego, że nie możemy wybrać między szkołą A, B czy C, lecz dlatego, że szkoły dla Franka na horyzoncie nie widać. Obawiam się, że wraz z okresem przedszkolnym skończy się nasza normalność edukacyjna, bo bardzo dużo, o ile nie wszystko, zależy od ludzi tworzących placówkę edukacyjną - ich dobrej woli, otwartości i gotowości do uczenia się rzeczy nowych. Patrząc pod kątem systemu edukacji Franek nie należy ani do świata dzieciaków zdrowych, ani tych mówiących z HFA, ani głuchych... Jest gdzieś po środku, w zbiorze wspólnym tych wszystkich światów. Przy tym jest też prawdziwym wyzwaniem terapeutycznym.
W pierwszym roku życia Franka nauczyliśmy się nie wybiegać myślami w przyszłość, żeby nie zwariować. Teraz musimy myśleć o przyszłości i to jest bardzo stresujące.
Nie chcę jednak kończyć tego wpisu pesymistycznie, bo to nie w mojej naturze - zawsze staramy się znajdować jakieś pozytywy w naszej rzeczywistości i dobre, zabawne chwile z Franiem. Inaczej nie da się funkcjonować.
Takimi pozytywami są zdjęcia Frania z przedszkola. 
Czas najwyższy na nie, bo rozpisałam się dziś strasznie.
Przy okazji chciałabym publicznie zadeklarować, że jak wygramy w totka, stworzymy w Opolu szkołę dla takich zawodników jak Franc. A co ;-)









Ps 1. Dla zainteresowanych tematem - więcej o edukacji włączającej. W następnym wpisie też jeszcze trochę o tym temacie będzie.
Ps 2. Koncert już za 4 dni!!!!!!! Jest stresssssiorrrr ;-)


23 komentarze:

  1. A może nie trzeba wygrywać w totka? :-0
    A to, w jaki sposób przedszkole dostosowalo salę-niespotykane. Koszt niby niewielki, ale ile dobrej woli i serca! wow...
    mama tadka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, właśnie, trafiłaś w sedno - dobra wola i serce. Niewiele? Baaardzo wiele, sama wiesz najlepiej..
      Mówisz, że nie trzeba wygrywać w totka? :) Czas pokaże, kochana ;-)

      Usuń
  2. A chociaż gracie w tego totka? :) Caluski dla calej rodzinki. Mama Asi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ubiegłym roku puściłam totka z 2-3 razy, w tym roku już z 5. Jest więc postęp ;-)

      Usuń
  3. A jak miałaby wyglądać ta idealna szkoła dla Franka?
    Bo ja się obawiam, że cokolwiek ktokolwiek by nie robił, w szkole jest jakiś (choćby i dostosowany do możliwości konkretnego ucznia) program i małe pole manewru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealna szkołą dla Franka? Mała klasa - do 20 uczniów (o 10 nawet nie marzę) i nauczyciel wspierający migający. Więcej marzeń nie mamy.

      Usuń
  4. JA CIĘ ZNAM. Ja wiem, że Ty założysz tę szkołę.
    Ale będzie dym!!! :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) :)
      Kooochana, wiara Twa nie zna granic ;-)

      Usuń
  5. Franio we wrześniu pójdzie już do zerówki?
    Ja bym już uczyła Frania pisać,poważnie:)
    Koncert niech będzie miłym dla Was doznaniem,nie stresuj Się!Daj Się ponieść atmosferze:)))
    Prababka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziemy odraczać Krasnala o rok. Zostanie w przedszkolu. Mamy więc 1,5 roku na myślenie w kwestii szkoły.
      Ściski od naszej czwórcy :*

      Usuń
  6. Kurde niewielkie te wymagania ci do szkoły, my mieszkamy w bardzo małej miejscowości (okolo18 tys mieszkańców) i mój młody w klasie 1-3chodzil do klasy integracyjnej gdzie było 15 uczniów, nauczyciel wspomagający - migajacy. A c dopiero w Opolu? Byliśmy ostatnio w Opolu w zoo i na rynku. Piękne miejsce ...pozdrawiam MARIA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, zazdroszczę Wam.. Wydaje mi się, że w mniejszej miejscowości łatwiej takie miejsce stworzyć aniżeli w dużym mieście. My jednak nie poddajemy sie i główkujemy cały czas ;-)

      Usuń
  7. Dużo zależy od nas dorosłych. Oczywiście w placówkach prowadzonych przez samorząd to od dyrekcji zależy ile pieniędzy wywalczy w wydziale edukacji. W placówkach niepublicznych niestety zdarza się, że wizja pieniędzy z subwencji przesłania zdrowy rozsądek. Dlatego wszelkie hasła" dzieci z orzeczeniem nie płacą czesnego" działają na mnie jak płachta na byka. Nie mówię, że placówka już na wstępie musi być przygotowana na przyjęcie "naszego" dzieciaka, ale powinna mieć świadomość z jakimi konsekwencjami się to wiąże. A co do szkoły .... o ile w przypadku przedszkoli jest w czym wybierać to ze szkołą są problemy. Julka od września idzie do szkoły i chyba zdecydujemy się na szkołę rejonową, rzecz jasna powalczymy o nauczyciela wspomagającego - może blogowe celebryctwo będzie pomocne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w 100%.

      Ps. Myślisz że blogowe celebryctwo pomaga?? ;-)

      Usuń
  8. Agnieszka też jestem pewna,że znajdziecie nauczyciela migającego, mającego wiedzę o autyzmie i małą klasę. Też mam zagwozdkę, co za rok zrobić,ale z zupełnie innych powodów niż komunikacja.
    Czy Franio odwzorowuje kształty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, grafomotoryka Franca leży i kwiczy :(

      A wiara i w nas jest jakkolwiek podszyta stresem..

      Usuń
    2. U nas grafomotoryka też leży. Prawda jest taka,że bardziej skupialiśmy się na dużej i na integracji oko-ruch...
      Swoją drogą nasze przedszkole średnio wspiera. Póki co jedna pani rozumie,druga robi małemu pod górkę i zniechęca do niego dzieci.

      Usuń
    3. Ano,we wrześniu panie obiecały,że zaproszą do grupy na zajęcia przedszkolną panią psycholog(jest 2 razy w miesiącu),ale do połowy października mimo nalegań nie zrobiły tego, więc w końcu sama to zrobiłam. Pani była i jeszcze kilkakrotnie będzie, i ku mojej wielkiej radości daje paniom (zwłaszcza jednej) wskazówki.

      Usuń
  9. Trzymam mocno kciuki, żeby koncert się udał. Szkoda, że nie będę miała możliwości uczestniczyć, ale liczę na obszerną relację :)
    Super, że mieliście okazję trafić na takie przedszkole. Wiem, ile to znaczy. Pomimo rozbieżności zdań na temat prywatne czy państwowe ;) tutaj pod całością mogłabym się podpisać. Włącznie z takimi, z pozoru, drobiazgami, jak wystrój sali. W naszym przedszkolu panuje dokładnie to samo podejście - każde dziecko jest równe i ma obowiązki na miarę swoich możliwości. Aż nazbyt dobrze rozumiem to, że aż się bałaś napisać, żeby coś nie wyszło, żeby coś się nie popsuło. Tym bardziej mocno trzymam kciuki, żeby było co najmniej tak dobrze przez cały czas. Za 5-godzinny pobyt Frania w przedszkolu również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia czy publiczne czy niepubliczne (oprócz strony formalnej, tzn kwestii subwencji), najważniejsi są ludzie, którzy to miejsce tworzą. Tu chyba jesteśmy zgodne ;-)
      Relacja z koncertu oczywiście będzie i to baaardzo obszerna :)

      Usuń
  10. Czytam bloga już od dawna, ale pierwszy raz pozostawię komentarz.
    Jest Pani CUDOWNĄ MAMĄ. Podziwiam Panią.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam też mam córeczkę z autyzmem jak na razie jestem początkująca w zakładaniu fundacji itp.:)Widząc Pani blog naprawdę podziwiam Panią jak Pani działa ze wszystkim:) trzymam kciuki za Franka.Szkoda że u nas w Zabrzu nie ma takich przedszkoli moja Julia wytrzymuje tylko 2h w integracyjnym choć powiem że długo potrzebowała czasu by tyle wytrzymać.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Anonimowy Gościu,
bardzo proszę, podpisz swój komentarz swoim imieniem, aby łatwiej było mi na niego odpowiedzieć.
Dziękuję