piątek, 8 lutego 2013

Światowy Dzień Nowej Franiowej Sylaby i kilka drobiazgów

Chłopaki gotują,
czyli oswajanie dźwięku miksera:)
Każda nowa Franiowa sylaba wywołuje w nas eksplozję radości. 
Nawet nie potrafię jej opisać.
Każda sylaba, każdy nowy dźwięk sprawiają, że komunikacja z Franiutkiem staje się prostsza a nadzieja, że krasnal będzie mówił, coraz większa.
Już około 1,5 roku temu pojawiło się 'k', potem owo 'k' znikło. Na długo, długo... Wczoraj wróciło w wersji turbo, czyli 'ko-ko':)
- Jak robi kurka - spytał Franiowy tata nie spodziewając się tego, co usłyszy.
- Ko-ko.
!!!!!!
Piękne, klarowne, cudowne KO-KO!!!!
Tata tę chwilę nagrywał:)
Oto ona... taaaaa-daaaam:





Poza tym coraz lepiej poznajemy naszych sąsiadów - Franiutek zaprzyjaźnił się z kolegą zza ściany po prawej - wczoraj chłopcy bawili się w zamiatanie. Wespół zespół bardzo profesjonalnie pozamiatali chodnik sprawiedliwie zamieniając się rolami szufelkowego i zmiotkowego:)
Najpiękniej jednak integrowali się rodzice z sąsiadami z lewej...ehm... integracja trwała do 1 w nocy. Już dawno tak się nie uśmialiśmy:)
W czasie spotkania przyznałam się sąsiadce, że podczas turnusu Franiutka zobowiązałam się, przede wszystkim sama przed sobą, że zacznę robić coś dla siebie. Od 1 marca, oczywiście. Gdy sąsiadka to usłyszała, powiedziała krótko:
- No to jutro idziemy na rolki.
Słabo mi się zrobiło:) Przecież miało być od 1 marca!!!! I...przecież ja NIGDY rolek nie miałam na nogach!
No nic, postanowiłam być twarda nie miętka i tak oto dziś pojechałam z Natką i sąsiadami na rolki. 2 godziny jazdy bez trzymanki! I bez upadku:) Chłopaki zaś w tym czasie zaliczyli terapię w Prodeste. 
Sąsiedzi obiecali, że zajmą się skutecznie naszą kondycją.. Już się boję:)
Natulka z kolei zaliczyła wczorajszej nocy pierwsze opolskie nocowanie u koleżanek!!! Odległość ogromna - nocleg był za ścianą:)
Naprawdę fantastycznych mamy sąsiadów.



51 komentarzy:

  1. Kochani, a ja dziś odkryłam, że jeszcze jednych macie fajnych sąsiadów, z naprzeciwka po lewej lub prawej, jakoś tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i pięknie Franio mówi! kurka, konik, bociek :)

      Usuń
    2. Nasza ulica powinna się najwyraźniej nazywać Dobrosąsiedzka:)

      Usuń
  2. Ściskam sąsiadów, bo tacy sąsiedzi to SKARB!!
    Jowita
    P.S. A ko-ko powala na ko-lana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ko-kochana,bo w szeregowcach się dobrze mieszka:)))
    Franio gotuje,sprząta-chyba możesz już Sobie wychodzić kilka razy w tygodniu:)Ko-ko piękne ale ten konik!!Prababka

    OdpowiedzUsuń
  4. Nooo, Matka - ewidentnie fala wznosząca trwa!!! I niechaj tak zostanie, na zawsze. :)))
    Sąsiadów gratuluję, to cudnie! Pamietasz tę starą piosenkę? "jak dobrze mieć sąsiada, jak dobrze mieć sąsiada, on wiosną ci pomoże, jesienią zagada..." :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Najpiękniejsze minki Franio ma!!! I pięknie zaczyna mówić!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo sie cieszę, że wszystko nareszcie się układa, a Franuś cudny
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
  7. No proszę, rolki na początku lutego ;) tego jeszcze nie próbowałam :)
    Franiutkowe ko ko ko jest cudne :) :) :)

    pięknego weekendu życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż raz Cię przebiłam w dwunożnych wyczynach!!:)

      Usuń
    2. heh... to teraz ja się muszę postarać.. będzie bardzo ciężko przebić ;)

      Usuń
    3. Uczyłąm się od mistrzyni;-)

      Usuń
  8. Jeju! :D
    Cudownie.

    Jak zaczyna kochana już sylaby powtarzać to już klucz do sukcesu. I ślicznie te sylaby wypowiada - bardzo wyraźnie. :)

    Kochany Franiulek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to ko-ko jest początkiem wodospadu sylab:*

      Usuń
  9. Super, gratuluję i bardzo się cieszę razem z Wami :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniały Franiutek, wspaniałe ko-ko. No i sąsiedzi też wspaniali.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Ko" jest bardzo potrzebną sylabą. Od "ko" już blisko do "ko-cham" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, Dorota...Pięknie napisałaś!
      Jak usłyszę 'kocham' od Frania, na bank pobeczę się na amenta;-)

      Usuń
  12. wspaniała komunikacja, a jaka radość !!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały Kochany Franio
    Pozdrawiamy Was Kochani

    OdpowiedzUsuń
  14. Przesyłka dotarła dzisiaj, już parę poszło w ruch. Kochana Agnieszko jesteście tak wspaniałą rodziną . Uwielbiam czytac twoje wpisy, a Franiu do zjedzenia. Wspaniałe postępy, cieszę się razem z Wami.Fajnie ,że tak WAm się układa. Nie rozumiem jak można było chociaż raz się nie wywalic? (rolki)Pozdrowienia dla Was wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teresko, serdecznie dziękujemy Ci za pomoc:*

      Ja też jestem zaskoczona tym, że rolki zechciały ze mną współpracować a jeszcze bardziej tym, że dziś nie mam nawet grama zakwasów:)

      Usuń
  15. Ty to jesteś git-matka,normalnie powalasz ...rolki !!!rany Julek,ojciec z dzieckiem na terapię , a matka relaksik.Luzik.
    A Franio ...normalnie PRZECUDOWNIE!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, fajny ten mój pan mąż:) Ale powiem Ci, że w czasie wyprawy rolkowej uzgodniłam z sąsiadem plan wypoczynku dla Radka.
      Ogromnie się cieszę, że trafiliśmy na takich fantastycznych ludzi.
      I cieszę się, że spędziłam trochę czasu z Natką.

      Buziaki dla Was wszystkich:*

      Usuń
  16. Aga fantastycznie i utrzymaj się na rolkach i nie tylko. Brawo Rodzinka dbajcie wszyscy o Siebie i Swój czas :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie turnus i gdyby nie sąsiedzi, pewnie nigdy bym się do tego nie zebrała.
      Aniu, Ty musisz wyrwać w tygodniu troszkę czasu dla siebie. Sama wiesz zresztą..:*

      Usuń
  17. Koko koko euro spoko,ale jaką Wy tam wiosnę macie?? :))
    marynata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kilka dni do nas zawitała. Ależ cudne to były dni:)

      Usuń
  18. Franiutkowe "ko-ko" powala na kolana. No i zamawiam ekipę porządkującą chodniki przed mój blok, bo niezła tafla lodu przed nim leży. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  19. To ko-ko zaraz kojarzy mi się z ... euro spoko :) Pozdrowienia ode mnie i rodziców.
    Iza z rodzicami :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się kojarzy:)
      Nawet Francik tańczyć zaczął:)

      Usuń
  20. Mamo Franka, patrząc na ten filmik można by pomyśleć, że cały blog i historia choroby Franusia, to jedna wielka ściema :))) No przyznaj się :)) Czy ktoś widział bardziej radosne i otwarte dziecko? W sumie nic dziwnego, że taki jest - mając taką super rodzinę :)) Pozdrawiam, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, a wiesz, że dla nas to największa, absolutnie największa radość, że Francik mimo wszystko jest takim pogodnym dzieckiem.
      Mamy nadzieję cichą, że w tej jego pogodzie ducha i my mamy swój udział. Z całych sił staramy się zapewnić mu radosne dzieciństwo i tyle normalności, ile tylko możliwe.
      Serdeczności:)

      Usuń
  21. Ależ się cieszymy, że TAK się cieszycie razem z nami:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Noooo sylaba do sylaby a zbierze sie miarka. Za niedługo usłyszysz KO-CHAM. To dopiero będzie wydarzenie :))))

    OdpowiedzUsuń
  23. Ko-ko cudnej urody :-)
    Ale równie fantastyczna jest wiadomość o Twojej wyprawie na rolki!!! :-) Matko, Aga, wymiatasz na całej linii :-)
    Jeszcze Ci te narty zostały! :-) Ja właśnie wróciłam z naszej zimowej wyprawy, ech, było tak cudnie, że... szkoda gadać ;-)
    Buziaki!!!
    PS. Ogromnie jestem ciekawa co to za plan odstresowania Franiowego taty... W sumie przy tym co u Was ostatnio można wyczytać to chyba skoki na bungie co najmniej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No...bungee w przenośni;-)
      Chciałabym, aby Radek wyrywał się na rower z sąsiadem. Ino roweru jeszcze brak, więc to będzie trudniejsza sprawa. Ale zrobimy wszystko, żeby i R miał chwilę dla siebie:)

      Na narty się już nie zdecyduję:) Tyle lat mieliśmy stok "za płotem" i nic z tego nie wyszło, więc teraz...zostanę przy rolkach:)

      Usuń
  24. Kochana no no...rolki:))))Dobrą kondycję masz:)))fajnie, że trafiliście na miłych sąsiadów...pozytywna energia zawsze wpływa pozytywnie na człowieka:) buziaki dla Was kochani:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzliwe dusze w nowym miejscu zamieszkania są bardzo ważne.
      Człowiek od razu psychicznie inaczej się czuje.
      :*

      Usuń
  25. Odnośnie Twojego wpisu pod moim postem ,,Życie (nie)kolorowe, czyli jak zostałam mamą wcześniaka" - to nie jest tak, że oni mnie podtrzymywali. To co oni mi dawali, to co oni wokół mnie robili to była zwykła procedura szpitalna, ich obowiązek. NIKT - naprawdę NIKT nie wierzył, że Jaś przeżyje i,że damy radę dotrwać do 25tc. Dzisiaj wiem, że choć ginekolog, który mnie przyjął w tą felerną noc (de facto obecnie jest moim ginekologiem) załatwiał mi miejsce na Polnej w Poznaniu, to jednak nie zrobił tego wcześniej ,bo był 100% pewny, że i tak będę rodzić w 23tc. Nawet w Klinice w Poznaniu uznano mnie za przypadek co najmniej ,,dziwny" i byłam zawsze podawana jako przykład studentom z Akademii Medycznej. :)

    Bo z pękniętym pęcherzem przeleżałam równe 50 dni (Jan w książeczce zdrowia zamiast ilości godzin od pęknięcia, ma wpisane 50 dób. :D).
    Tyle, że pod koniec ciąży byłam już podtrzymywana na chama - zamiast tabletek kroplówki dostawałam i po narodzinach Jasia zostałam poinformowana, że gdyby Jaś urodził się kilka dni później, to po prostu by się ... udusił.

    Cudem jest to, że on z wszystkiego wyszedł - ROP I i II stopnia się cofnął, wylew I stopnia był nieurazowy, drożny otwór owalny się zamknął, zadziałała terapia antybiotykowa a w trakcie sepsy i mogłabym wymieniać a wymieniać.

    Bo to, że mamy problem z płucami to pikuś - mamy w domu nebulizator, zestaw leków - ale on rośnie i rozwija się psycho-ruchowo prawidłowo i to mnie cieszy najbardziej.

    Nawet nasz pediatra zawsze mówi, że patrząc na Jasia trudno mu uwierzyć, że to jest wcześniak z taką przeszłością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, kwestia wiary lekarzy w nasze dzieci to zupełnie inna bajka. Ja miałam na myśli własnie robienie tego, co potrzeba, dokładanie najwyższej staranności, by nawet te (wg wielu lekarzy zerowe) szanse jednak były.. Zamaist tego - takie jest moje doświadczenie - w momencie gdy coś bardzo złego się dzieje, dzieci od razu są spisywane na straty. Bo "neurologiczne". I ta świadomość boli najbardziej. Kilka razy tu już pisałam, że mi zabroniono w pewnym momencie zostawiać mój pokarm dla Frania, bo "po co się będzie pani, pani Kossowska męczyć". I dalej było o śmierci lub żywocie "rośliny". Jest we mnie żal koszmarny, nie na "los", nie. Na lekarzy. I chwała Bogu, że na naszej dalszej drodze z Franiem spotkaliśmy innych cudownych lekarzy i pielęgniarki, którym udało się Frania uratować. Pewnych uszkodzeń jednak nie da się odwrócić.
      I już. Wiem o tym mimo całego mojego optymimizmy i wiary we Frania.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. a usłyszałam dobę po porodzie, że w tym tygodniu mleka nie ma i mam się szykować na butlę o ile w ogóle - taki komentarz walnęła położna laktacyjna. Do domu wróciłam z baniakami pełnymi mleka, które odciągałam najpierw ręcznie - z pomocą mamy i partnera, a kolejnego dnia już z laktatorem, bo ja NIC nie miałam ani do siebie jako matki, ani nic dla Prezes jeżeli chodzi o wyprawkę.

      Zielona byłam w karmieniu cycem, do tego bardzo, bardzo młoda. Nikt mi nie powiedział, że mój pokarm jest najlepszy niezależnie od tego co jem - a ja sobie wmówiłam, że jak zjem coś ciężkostrawnego, to źle to wpłynie na Jasia. Potem Jaś miał podejrzenia marskości jelit i był prawie tydzień na kroplówkach. Ja spanikowałam już całkowicie i przestałam mu pokarm odciągać w szpitalu. I tak zostałam mamą butelkową.

      Dzisiaj mam wyrzuty sumienia, że nie walczyłam odpowiednio o laktację, bo jak wrócił Jaś do domu to mi pokarm powrócił - ale ja nie chciałam go karmić.

      Ja przechodziłam masakryczny Baby Blues jak Jaś wrócił do domu więc to pewnie dlatego.
      No niestety nie każdy początek jest taki kolorowy jak w czasopismach. :)

      Usuń
    4. Nie możemy sobie robić wyrzutów, nie możemy!!! Choć i ja mam żal do siebie za milion rzeczy. Staram się ten żal zakopać głęboko głęboko.. Nic nie daje..działa destruktywnie.
      Staramłyśmy się i staramy być najlepszymi matkami, rodzicami. Nie jesteśmy ideałami - znasz takie?
      Ja wiedziałam, ze pokarm matki jest najlepszy na świecie. I co z tego? Usłyszałam, że nie wszystko, oczym się pisze w książkach jest prawdą...
      Pobyt dziecka na OIOMie czy oddziale reanimacyjnym pozostawia ślad w duszy na zawsze. Absolutnie na zawsze. Strach o dziecko jest tak wszechogarniający, paraliżujący.. Niemoc powala po prostu.. Nie ma wsparcia psychologicznego, czesto człowiek nie doświadcza nawet elementarnej chęci pomocy czy zrozumienia.. Patrzysz jat twoje dziecko cierpi, umiera.. W takich warunkach być rodzicem jest koszmarnie trudno. Nie miej do siebie żalu o nic. Na pewno robiłaś WSZYSTKO, co wtedy mogłaś zrobić.

      Usuń
  26. Pięknie.
    A ten konik jak robi to mu genialnie wychodzi, taki klank językiem. :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Aga masz super sąsiadów
    Bardzo się cieszę ze opole tak Was "przywitało"
    Teraz tylko czekam na wpis, gdy matka bedzie się wybierac na skok na bandżi;)
    buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń

Drogi Anonimowy Gościu,
bardzo proszę, podpisz swój komentarz swoim imieniem, aby łatwiej było mi na niego odpowiedzieć.
Dziękuję